Zgłoś uwagi do strony Zamknij 
Twoje pytanie zostało przesłane do osoby odpowiedzialnej w biurze wakacje.pl za jej sprzedaż przez Internet. Odpowiedź zostanie udzielona Państwu (e-mail'em lub telefonicznie) tak szybko jak to możliwe.

W przypadku niejasności prosimy o kontakt:

tel. 0 801 455 401, (58) 325 29 00
Już teraz życzymy Państwu udanego wypoczynku.
Dziękujemy za wysłanie formularza!
Doradca Wakacje.pl skontaktuje się z Państwem telefonicznie lub e-mailem!
Rezerwacja telefoniczna
0 801 455 401
koszt 0,49 zł/min z VAT
Dziękujemy za przekazanie nam swoich uwag!
Rezerwacja telefoniczna
0 801 455 401
koszt 0,49 zł/min z VAT
Twoje zapytanie właśnie trafiło do jednego z wakacyjnych doradców.
W najbliższym czasie nasz specjalista skontaktuje się z Tobą w celu udzielenia odpowiedzi.

W razie dodatkowych pytań, pozostajemy do dyspozycji pod numerami 801 455 402 oraz 58 325 29 00

Dziękujemy za kontakt i już teraz życzymy udanych podróży z Wakacje.pl

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe

Potwierdzam zapoznanie się z polityką prywatności oraz wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych podanych w formularzu przez Enovatis S.A. w celu:

Wyślij
+ Dodaj swoje wspomnienie
Europa Afryka Azja Ameryka Północna Ameryka Środkowa Ameryka Południowa Australia i Oceania Antarktyda

Wspomnienie Ayia Napa - Cypr

Oceń
Średnia ocena
bardzo dobre

Cypr - Ayia Napa

autor: Maciej Lubieński i Katarzyna Rapczyńska
dodane: 2006-11-01
termin-wycieczki: Wrzesień

11.09.06. o godz. 22:15 wystartowaliśmy z Okęcia. Data podróży, od pięciu lat nieszczęśliwie uważana za historyczną, okazała się łaskawa dla mnie i mojej narzeczonej. Samolot długo kołował na pasie, lecz w końcu wzbił się w powietrze. Kierunek Cypr (daw. Alanassi wśród rdzennych Cypryjczyków). Widok coraz bardziej oddalającego się miasta chyba w każdym budził emocje, szczególnie u mojej dziewczyny - Kasi która pierwszy raz leciała samolotem. Jej uczucia jakiego wówczas doznała było niesamowite, zwłaszcza że w Jej przypadku można by to określić aero – inicjacją, nogi miała jak z waty a serce waliło jak oszalałe. Widok coraz bardziej oddalającego się miasta chyba w każdym budził emocje. Powierzchnia Ziemi znikającej gdzieś za skrzydłem samolotu oczarowała i wprawiała w zachwyt Kasie, zaś panorama oświetlonej nocą Warszawy przypominała miasto przystrojone choinkowymi lampkami. Siedzieliśmy na pokładzie, na ekranach telewizyjnych leciał jakiś nudny film a pasażerowie sączyli przy tym wódkę z sokiem pomarańczowym. Stewardessy przechadzały się między siedzeniami, co i raz przywożąc na ruchomych stolikach jakieś specjały. Oczywiście za drobną opłatą. Potem rozdano nam gorący poczęstunek który choć skromny smakował wyśmienicie. Za oknem samolotu były ponad 54 stopnie C na minusie. Ciekawe, gdzie się wówczas znajdowaliśmy? Może nad Austrią, może nad Węgrami czy Rumunią? Czas zleciał w miarę szybko i po ponad 3 godzinach lotu liniami AlfaJet wylądowaliśmy szczęśliwie na lotnisku w Larnace.

Zapach świeżego powietrza jakże innego od polskiego niczym zapachu ozonu po wiosennej burzy przeszył od razu nasze nozdrza. Potem została już tylko szybka odprawa na lotnisku które jest lotniskiem międzynarodowym ale dość nie pozornie wyglądającym, transport busem do Ayia Napy, z tym że, mieliśmy pewne zastrzeżenia, co do kwestii zasad prowadzenia pojazdu. I nawet nie chodzi o to, że kierowca nieustannie dyskutował przez telefon, w rytm puszczonej z radia, greckiej muzyki. Tamtejsi „królowie” szosy, chyba kreują się na Burta Reynolds’a, z jednym wyjątkiem, on zwykle nie woził pasażerów i ostatecznie zakwaterowanie w bardzo ładnym choć tylko 3 * hotelu Limanaki Beach.

Po nocnej podróży nie mieliśmy siły wstać na śniadanie. Po godz. 10 zwlekliśmy się z naszych łóżek które nawiasem były trochę niewygodne a to za sprawą grubych cerat włożonych pod prześcieradła na których było strasznie nie wygodnie się przekręcać z boku na bok. Poza tym poczułem troszkę jak niemowlak któremu podtyka się ceratkę aby nie zabrudziło łóżka. Godzinę później chcąc poznać uroki osławionego cypryjskiego miasteczka na Cyprze wyruszyliśmy na eskapadę po mieście. Pomimo że nie jedliśmy śniadania nasze żołądki nie dopominały się jak na razie ich zapełnienia. Dopiero po zwiedzeniu większej części miasteczka nasze brzuchy zaczęły dawać o sobie znać. Na pierwszy posiłek zdecydowaliśmy się wstąpić do jednej z wielu restauracji. Zamówiliśmy sobie spagethii i pizze która niezbyt mi smakowała, może dlatego że spód był troszkę przypalony ale jak później się to okazało była to chyba tradycja w każdej knajpie oprócz KFC. Za ten posiłek i butelkę przeciętnego czerwonego wina zapłaciliśmy koło 10 funtów. ( Za te 70 zł w Polsce to bym się najadł i napił nie byle czym ale takie są ceny zestawów obiadowych dla dwojga ). Po posiłku wróciliśmy do hotelu bo nasze brzuchy nadal chorowały tyle że teraz z przejedzenia. Gdy już Słońce chyliło się ku zachodowi poszliśmy na plaże pomoczyć nóżki i wygrzać nasze kości w ostatnich promykach Słońca tego pięknego dnia. Spacerowaliśmy brzegiem morza. W przeciwieństwie do bałtyckich kąpieli, nie musieliśmy stosować żadnych psychologicznych autosugestii, że jest mi ciepło, choć w rzeczywistości zamarzam na kość. Nieubłaganie noc wkradała się i opanowywała cały miasto. Jednakże wcale nie oznaczało to że czas przyłożyć głowę do poduszki. Tak naprawdę to miasto zaczynało tętnić swoim nocnym życiem. Na ulicach zaczęła pojawiać się młodzież, dziewczyny wystrojone i przystrojone czasem jak choinki Bożonarodzeniowe, chłopcy gotowi na podryw. W centrum miasta gdzie najwięcej jest pubów i innych knajp zaczęli pojawiać się naganiacze którzy stoją co kilka metrów i czasem nachalnie próbują nas namówić na wejście do danej knajpy. W zamian za skorzystanie z ich oferty można dostać butelkę wina lub nawet dodatkowo deser lodowy.

W następnym dniu z samego rana wybraliśmy się na wycieczkę autokarową do Limassol ( Lemmos ) gdzie jedną z atrakcji było zwiedzenie wytwórni wina, możliwość degustacji po szególnych gatunków win oraz ich zakup po naprawdę niskich cenach, niższych niż w sklepie. Będąc na tej wycieczce proponuje być na samym początku bo większość wycieczkowiczów nalewa sobie pełne kubki w celu degustacji tak że Ci co ostatni przychodzą to już zbytnio dużego wyboru nie mają. Ci co lubią wina słodkie i półsłodkie to polecam zakup Commandaria, Kokinelli i Muscata. We wrześniu w miejscowym parku organizowane jest Święto Wina gdzie sprzedawcy proponują degustację swoich wyrobów. Następną planowaną atrakcją było zwiedzenie domu Eustoliosa z Kourionu na zachód od Limassol.

Był on pierwotnie prywatną willą a w okresie chrześcijaństwa został przeznaczony jako miejsce do publicznych zabaw. Składa się on z kompleksu łaźni i wielu pokoi z przepięknymi mozaikami. Tych którzy zachwycili się pięknem mozajek mogą też obejrzeć je znajdujący się w pobliżu Domu Dionizosa.

Dla tych odważniejszych którzy nie boją się jazdy lewą stroną polecam wypożyczenie samochodu. Jest to naprawdę duże ułatwienie dla zwiedzających którzy wiedzą jakie atrakcje mają po drodze zwiedzić. Pragnę również przestrzec przed wypożyczaniem samochodów z pierwszej lepszej wypożyczalni. Moja przestroga jest związana z ceną. Ja wypożyczyłem samochód Chevrolet Lancetti z firmy AVIS. Sam samochód bardzo dobry i oszczędny ale wypożyczając samochód na 2 dni można zaoszczędzić nawet 10 funtów w stosunku do innych wypożyczalni. Na początku jazdy trzeba cały czas pamiętać o panującym tutaj ruchu lewostronnym. Na całe szczęście Cypryjczycy są bardzo przeczuleni na punkcie turystów i zachowują wobec nich dużą rozwagę. Mi samemu zdarzyło się z przyzwyczajenia jechać dwukrotnie prawą stroną. Wracając do wycieczki wart obejrzenia jest także Teatr w Kourionie gdzie latem czasami jest wykorzystywany do wystawienia sztuk teatralnych. Dla smakoszy zwiedzania zamków, polecam zjechać kawałek z trasy i zobaczyć Zamek w Kolossi.
Jadąc dalej w kierunku Pafhos konieczne jest zatrzymanie przy Skałach Afrodyty ( Petra tou Romiou ). Tu bowiem z morskiej piany wyłoniła się Afrodyta. Wiele krąży przesądów związanych ze szczęściem i miłością. Oto parę z nich: trzeba opłynąć przy blasku księżyca Skałę Afrodyty i szczęście z ukochaną osobą mamy zapewnione, należy zawiązać chusteczkę z życzeniem miłości na krzaku lub drzewie lub zabrać kamyk z plaży. Choć tu znajduję się kamienista plaża to widok ogólny stwarza nie zapomniane wrażenia. Aby te wrażenie jeszcze lepiej zapamiętać to na jednej ze skał zaręczyliśmy się a potem doczekaliśmy na niej zachodu Słońca.

Po kilkunastu minutach dojechaliśmy do Paphos. Bardzo ciekawie prezentuje się tu port usłany mnóstwem tawern. Od razu w oczy rzuca nam się twierdza osmańska z XVI w. Nie opodal znajduje się Dom Dionizosa z piękną mozaiką posadzkową z III w. Amatorzy fotografii antycznych zabytków będą mieli tu istny raj. Kawałek dalej rozciąga się Odeon wraz z latarnią morską. Niestety zapadający szybko zmrok zakończył nasze zwiedzanie choć jeszcze jest tu parę zabytków, nasza wycieczka zakończyła się w Yeroskipou, wiosce słynącej z wyrobu słodyczy. Wśród smakołyków znajdowały się tradycyjne delicje cypryjskie, czyli galaretka w cukrze pudrowym oraz wiórki kokosowe w czekoladzie i nadszedł czas na powrót do Ayia Napy.

Drugim dniem naszych wycieczki samochodowej obraliśmy Góry Troodos. W nich bowiem znajduje się jedyny na Cyprze naturalny wodospad kaledoński. Ci którzy by chcieli się tam wybrać ostrzegam przed wodospadem, zapewne sztucznie zrobionym gdzie idzie się 200 metrów w dół, mijając po drodze różne gatunki wodnego ptactwa i przeróżne drzewa. Może wszystko było by fajnie gdyby nie fakt że obejrzenie go kosztuje 2 FC za osobę. Wspomniany wodospad kaledoński znajduje się jeszcze sporo dalej. Trzeba uważnie wypatrywać strzałek bo łatwo go ominąć. Zjechaliśmy więc do jakiegoś parku a stamtąd na piechotę przeszliśmy jeszcze 2 km. Wycieczka nie jest łatwa, droga jest kręta, wyboista i kilkakrotnie trzeba pokonywać strumienie. Miłośnicy przyrody na pewno nie będą zwracać uwagi na te uniedogodnienia. Oczywiście nie należy ominąć góry Olimp i obejrzeć ją w całej okazałości.

Jadąc do Nikozji ( Lefkosi ) wielbiciele wyrobów koronkowych nie powinni ominąć Lefkary, wioski słynącej z ręcznej produkcji koronek pod najróżniejszą postacią oraz wyrobu ze srebra. Nie zdziwcie się jeśli przechodząc po tamtejszych uliczkach usłyszycie od sprzedawczyń słowa: witaj, cześć, proszę, zapraszam. Nie dajcie się jednak zbytnio oszołomić sklepikarzom którzy podobnie jak naganiacze z pubów próbują zachęcić do wejścia do ich sklepiku i zakupienia towaru po „atrakcyjnych” cenach które tak naprawdę są troszkę zawyżone i proponuje porozkładać sobie po różnych kieszeniach różną ilość gotówki np. 1,5 ; 4,5 ; 9 FC lub jeśli umiecie być stanowczy to targujcie się bo warto. Po 2 godzinach spędzonych w Lefkarze wyruszyliśmy do punktu docelowego – Nikozji. Wjeżdżając do miasta w jego centrum można dostrzec Mur Wenecki , nieopodal znajduje się uważany za najstarszy bizantyjski Kościół Chrysaliniotissa. Dla chcących zobaczyć Nikozje z lotu ptaka polecam punkt widokowy znajdujący się na ulicy Lidra. Na 11 piętrze można podziwiać całą panoramę tego miasta, domy i uliczki oraz ujrzeć na wzgórzu za linią demarkacyjną wielką flagę turecką zrobioną z pomalowanych kamieni.
Na jednej z głównych uliczek znajduję się Pomnik Wolności, upamiętniajacy wyjście Greków spod niewoli tureckiej. Ostatnim zabytkiem jakim zwiedzaliśmy było muzeum cypryjskie. Pełno w nim figurek z kamienia, garnków, i innych narzędzi używanych w okresie neolitu i wczesnym okresie bizantyjskim. Do ciekawostek budowli na Cyprze należy fakt że domy są antysejsmiczne i nie posiadają piwnic. Tradycją na Cyprze jest to że kobiety po ślubie przeważnie zamieszkują nadal w tym samym domu co jej rodzice lecz dobudowywane jest następne piętro stąd też czasami widać jak druty zbrojeniowe wychodzące z dachów domów więc jeśli ktoś szuka partnerki na Cyprze niech rozgląda się za domami gdzie właśnie z dachów wystają takowe druty.
Napewno miłym wspomnieniem będzie wyprawa na statek Yellow Submarine. Dla tych którzy nie mogą z różnych powodów zanurkować na tym statku obejrzą podwodny świat.

W ostatnim dniu, na parę godzin przed wylotem ostateczny cel do zwiedzenia obraliśmy sobie AQUAPARK w Protaras. Sam budynek z zewnątrz wygląda dość nie pozornie i gdyby nie neon to trudno byłoby do niego trafić. Jednakże w środku zachwyci nas zbiór kilkunastu akwariów w których pływają różne gatunki ryb, niektóre dość dziwnie wyglądające. W dalszej przechadzce po parku można obejrzeć, żółwie, krokodyla oraz rodzinkę pinginów a także inne zwierzęta nie mające nic wspólnego z wodą tak jak papugi, małpiatki i inne.

Można by snuć długo opowieści o Cyprze. Tyle przecież jeszcze zostało nieopowiedziane i nie obejrzane. Coraz bardziej ogarniał nas smutek rozstania się z rajską wyspą. Niczym Adam i Ewa wygnani z raju my tez musieliśmy naszą ukochaną wyspę opuścić. Pocieszamy się tym że oni w przeciwieństwie do nas oni nie mogli powrócić a nam nic nie stoi na przeszkodzie aby znów przeżyć kolejną niezapomnianą przygodę na wyspie Kipros.
  • podaj adres e-mail odbiorcy *
    Jeśli wiadomość chcesz wysłać do większej liczby odbiorców adresy oddziel przecinkami.
  • podaj swoje imię
    podaj swój e-mail *

    Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe
Wyślij