+ Dodaj swoje wspomnienie
Europa Afryka Azja Ameryka Północna Ameryka Środkowa Ameryka Południowa Australia i Oceania Antarktyda

Wspomnienie Kreta - Grecja

Oceń
Średnia ocena
bardzo dobre

Nasza Krecia Opowieść

autor: wade
dodane: 2006-07-27
termin-wycieczki: lipiec 2006

Nasza Krecia opowieść

Postanowiliśmy poznać tę reklamowaną wyspę. Przeszukaliśmy internet chcąc dobyć najkorzystniejszą z możliwych ofert dla rodzin z dzieciakami. Na portalu Wakacje.pl trafiliśmy na eri palace **** z ecco. Początkowo nie zachwycało mnie to biuro zwłaszcza po przeczytaniu wielu opinii. Teraz jednak mogę stwierdzić z całą stanowczością – nie są źli, można z nimi jeździć.
Kretę postanowiliśmy zwiedzić. Obczytałam internet tworząc trasy naszych podróży. Musieliśmy mieć czy zwiedzać więc wypożyczyliśmy wozik z autowaya. Wszyscy go polecają – my też!!. Samochód z dostawą do domu trafił do nas w drugim tygodniu naszego pobytu gdy już znudziły nas baseny i plaże. Autko dodam w bardzo dobrym sanie i czyściutkie, a co najważniejsze dla nas z pełnym ubezpieczeniem.

Zacznę jednak od pierwszych wrażeń. HOTEL- Eri palace zaskoczył nas urodą, czystością i bardzo ładnymi rodzinnymi pokojami o sporym metrażu. Wygodne łóżka częste zmienianie pościeli, codzienne sprzątanie i wymiana ręczników to u nas standard, w Grecji nie zawsze.

Postanowiliśmy w pierwszych dniach zwiedzić eri beach – starszą siostrę eri palace. W pobliżu morza w sąsiedztwie star beach- miasteczka wodnego przy mieście i ulicy rozbudowano kompleks eri village i beach. Dla wszystkich tych co lubią zgiełk, hałas, huk harmider- szybciutko uciekaliśmy do siebie mimo stromego podejścia do hotelu – zadowoleni docieraliśmy do naszego spokojnego wygodnego kompleksu. Mielismy w końcu do dyspozycji 3 baseny, brodzik dla naszego malucha i wszystko w cenie.

Drugi dzień kończyliśmy przejażdżką kolejką 8 Euro od osoby dorosłej, dziecko 4 E a dzieciak 5 letni za darmo. Zawiozła nas do portu w Hersonissos, oraz do dzielnicy Koutouloufari – starówki miasta. Urocza piękna zachwycająca. Powracaliśmy do niej wielokrotnie. Polecam wszystkim knajpkę VINNIES GARDEN prowadzoną przez Martina.
Urokliwość uliczek wąziutkich i krętych , piękne iluminacje świetlne w domach domkach i kafejkach , możliwość wypicia swojskiego wina podawanego w karafkach na dachu ....a wszystko to nasycone czarem dodatków, przedmiocików z których każdy jakby na swoim od lat miejscu. Zaczarowała nas ta wyspa. O jak dobrze ze wbrew opiniom na portalach dotyczących hotelu i nie tylko zdecydowaliśmy się sami zmierzyć z tym zakątkiem świata.

[foto1]Stałe punkty programu na krecie to podobno Knossos. Tak...więc pojechaliśmy tam z grupą całą i już nigdy więcej. To ruiny w dużej części rekonstruowane w których tyle faktycznych pozostałości co i w FESTOS ( to prawdziwsze i przez to polecam) Knossos rekonstruowano trochę inaczej niż zabytki u nas w kraju. Np. belka stropowa drewniana zastąpiona ostała okleiną która pod wpływem setek tysięcy rąk i dotknięć wyciera się i odsłania prymitywną mistyfikację. Owszem mamy bardzo fotogeniczne ujęcia z tegoż miejsca. Być może warto tam przyjechać ale jeśli już to samemu samochodem- taniej i szybciej . Jedyny w przypadku tej wersji mankament to brak przewodnika. Wycieczkę kończymy w stolicy w Heraklionie na obiedzie składającym się z kalmarów i souvlaków.

W piątym dniu wreszcie jemy krewetki-i ruszamy na nogach do wspomnianej już starej dzielnicy by w pięknej tawernie RAHATI PATISSERIE pić wino i chrupać orzechy arachidowe z zasolonymi skorupkami. Zaskoczeniem był dla nas sprzedawca w sklepie z naturalnymi produktami krety który na dzień dobry częstował nas winem a dzieci cukierkami. Miłe.

Wycieczki!!!! Nasz pierwszy dzień – ten idealnie zaplanowany naprawdę nie rozczarował. Kierunek zachód- Rethimno. Mijamy Agia Pelagia i podziwiamy widoki. Wokół otaczają nas piękne góry , ale to tylko zapowiedź gór , tych do których jedziemy. Na obwodnicy odbijamy na południe i jedziemy ok. 8 km . w okolicy wioski Armenii zjeżdżamy w prawo aby podziwiać grobowce z epoki minojskiej LATE MINOAN CEMENTERY. W poniedziałki nieczynne. Jedziemy w kierunku Plakias. Pierwotnie chcieliśmy zjeść obiad w jakiejś mieścince, jednak przypadkowo ( na szczęście) skręciliśmy w drogę prowadzącą przez wąwóz KURTALIOTI. Widoki zapierające dech , a swoje robił również wiatrJ. Wysiedliśmy z samochodu by móc popodziwiać ściany skalne, na jednym z tarasów widokowych.

Plakias- nie rozczarowała –malownicze miasteczko z malutkim porcikiem, z którego odchodzą stateczki na Moni Prevelli. Zjedliśmy obiad w jednej z tawern. 21 euro poszło ale było smaczne zjedliśmy oczywiście souvlaki, gyros, lamę i oczywiście białe wino ( ale mnie nie zachwycało tak jak to w starej dzielnicy z karefki ;) ) i z pełnymi brzuchami poszliśmy na plażęJ a plaża....żwirek z kamykami. gdzieniegdzie czarne z białymi kreskami- zabrały moje dzieciaki kilka takich ze sobą pilnując jak skarbów. a morze...najczystsze jakie widziałam- córka do dziś wspomina że jak pływać to tylko w morzu libijskim. Na brzegu goniła kaczki. Wszyscy nurkowaliśmy goniąc ryby. Ale chcą zobaczyć jeszcze „najczęściej fotografowaną plażę na krecie” musieliśmy się pozbierać.

Dojechaliśmy do klasztoru bardzo krętą drogą a tu niespodzianka- sjestaJ W sklepiku kupiliśmy lody i zapytaliśmy jak dotrzeć do najsłynniejszej plaży. Nie mówiące w obcych językach panie, były jednak świetnie przygotowane. Na kartkach – każda w innym języku – miały opis drogi. Dotarliśmy. Parking 1,5 E. Dojście- zejście urocze- z przerażeniem myślałam jak wejdę z powrotem ale co tam, trwaj chwilo trwaj a widok zapierał dech w piersi. Od morza dzieliło nas strome zejście po 430 schodach nie licząc stromizm i odcinków po zboczu. Nigdy nie widziałam takiego koloru ( na drugi dzień dane mi było jeszcze w jednym miejscu, ale wtedy o tym nie wiedziałam ). Błękit? Niebieski? Lazur? nie wiem nie jestem malarką ani poetką a szkoda – pewnie trafniej uchwyciłabym i nazwala to piękno. Dla takich widoków warto żyć i .... wydać 8 tys na wakacje( aj ten mój materializm).....i wreszcie plaża....utęskniona , wydreptana i na pewno najpiękniejsza jaka widziałam. Woda chłodna , gdzie niegdzie prądy ciepłe....i hmm to ujście rzeki Megapotanos. Bierzemy rowery wodne – to tylko 10 E a ile piękna i radochy!!!! Płyniemy w górę. Dzieci zachwycona choć z daremną nadzieją wypatrują żółwi na brzegu. Po obu stronach bloki skalne tworzące wąwóz a na ich tle plamy – niczym przeniesione z afryki. Dobijamy do brzegu i schodzimy z naszego środka lokomocji. Wojtek idzie dalej, przechodzimy po głazach wystających z rzeki , on idzie dalej...dociera do wodospadzików i ukrytej za rzeką a miedzy skałami piaszczystej plaży. Nie zabrał aparatu- tylko opowiada nam swoje wrażenia. Chwile pływamy z rybami i powrót. Koniecznie jeszcze raz kąpiemy się w morzu, pijemy piw w tawernie i wspinamy po 430 schodach. Ale robimy to z poczuciem ogromnej radości- w końcu nasyciliśmy oczy wspaniałymi widokami. Mogłabym tak wchodzić i schodzić jeszcze wielokrotnie.

Wracamy obejrzeć klasztor Moni Arkadi – choć przepełnieni urodą przyrody nie spodziewamy się niczego co mogłoby ja przyćmić – jesteśmy zaskoczeni pięknem i prostotą klasztoru. Widziałam wiele klasztorów w swoim życiu , między innymi nieporównywalne z niczym innym na świecie METEORY , jednak moni arkadi ujmuje nas i zdobywa nasze serca prostota i klasyczną linią architektoniczną. Wszędzie leniwie przechadzające się koty. W środku wita nas rumiany POP, uśmiecha się i kiwa głowa widząc klękające dzieci . Wokół unosi się piżmowy ciężki zapach kadzideł, ostry, zawraca w głowie. Tu czuć ten grecki spokój ten zwolniony zegar .
Wracamy , zatrzymując się w tawernie i pije pierwszą od ponad tygodnia dobrą herbatę. PO prostu lipton . Jemy kanapki , Wojtek spagetii i do hotelu. Szybki drink z wszechobecnej BRANDY , kąpiel pakowanie na dzień następny i spać

Jedziemy na płaskowyż LASITHI.Piękna kręta droga wśród wysokich gór. Wielokrotnie zatrzymujemy się by podziwiać widoki. Mijamy mieścinie MOHOS- jakże żałujemy później ż e nie zatrzymaliśmy się w niej na kawce. Co za urocza wioska ~!!!!
Docieramy do jednaj z wiosek na pełnym wiatraków płaskowyżu . Nazywa się PSIHRO. Wybór nie jest przypadkowy. To baza wypadowa do jaskini ZEUSA. Docieramy do niej wspinając się na osiołku. Najpierw jednak musieliśmy wywoływać wielokrotnie właściciela owego zwierzęcia. Wreszcie nie spiesząc się raczył podejść. CO tam turysta- on ma czasJ chyba polubię te greckie zachowania i style życia. Szef od osiołka ma 75 lat Wygląda na 15 mniej. To ten styl życia to ta filozofia – to niespieszenie się. Za czym gonić ? za kasą? sama przychodzi w postaci turystów i jeszcze niecierpliwie woła- by ją wziąć. A jak się targował gdy przyszło do wsiadania. W końcu 2 dzieci na raz zapłaciło 15 E. hmmm no dobra odbiję sobie gdy przyjadę tu spędzać swą emeryturę.

Na górze okazało się że szef od osiołka nie ma wydać z 50 E ( byliśmy pierwszymi klientami) i chcąc nie chcąc musiałam podarować sobie grotę jaskinię, a co tam! schodzę z nim na dół rozmienić euro a moi z aparatem zwiedzają dziurę w ziemi.
Po uregulowaniu zapłaty usiadła w tawernie pijąc wyciśnięty ze świeżych pomarańczy sok.
Wrócili zachwyceni i ze zdjęciami. Jaskinia krótka 70 m ale oświetlona i jakie stalaktyty stalagmity i stalagnaty . Ładniejsza od jaskini Łokietka. Ponoć.

A teraz szybko w drogę statek nie będzie czekał. Kolejny punkt programu to IRAPETRA – najbardziej na południe położone miasto w Europie- piękny port i miejsce z którego chcemy wypłynąć na najpiękniejszą europejską wyspę HRISI..
Przebijamy się przez góry walcząc z czasem serpentynami i nudnościami dzieci.
Do Irapetry docieramy o 11,58 Zgodnie z info zawartymi w necie pozostały 2 minuty do odpłynięcia . Ale to nie prawda łapie mnie biegnąca stary grek i tłumaczy ...”po co się spieszysz...masz czas spokojnie, spokojnie ,jeszcze pól godziny”.
Odbijamy o 12, 30. Zajmujemy jeden z leżaków na górnym pokładzie i pijąc piwo opalamy się , a z głośników puszczają grecka muzykę. Spoglądamy na Irapetrę- malowniczo osadzona w górach. Typowa Grecka, Kreteńska.... Na wyspie szukamy miniaturowych muszelek, które potem wsypuję do kielicha i wstawiam obok piasku z Sahary...chyba polubię podróże.
Godne zachwytu są również drzewa- cedrowe . To co tworzą na plaży ..jest niesamowite, ich konary wiją się po delikatnych wydmach. Nie musze lecieć na Karaiby - Hrisi wystarcza.

Czas na MATALĘ. Jednak ona nie jest celem samym w sobie. Chcemy po drodze zobaczyć coś więcej.
Zatrzymujemy się w Gortynie. Podoba nam się bardzo. Dalej jedziemy do FESTOS. Ten od DYSKU. Dysk jest w muzeum archeologicznym w Heraklionie( widzieliśmy – jest) ale samo muzeum...dla koneserów- garnki ZEPTERA sprzed kilku tysięcy lat;)
Zanim docieramy do MATALI zatrzymujemy się przy pięknej widokowej plaży KOMO – mało tego! zjeżdżamy Yariską w dół! Plaża rewelacyjna- choć morze silnie wzburzone. Kąpiel po kolana – dalej nie ryzykujemy. Uwieczniamy jeszcze wykopaliska- zdjęcia z lotu ptaka. i wreszcie MATALA.

Ta niestety nie przychylna nam obrzuca nas żwirem. Wiatry tak się wzmagają że trafiamy na burzę żwirową. Żwir wpada do oczu uderza w nogi, rani z ogromna siłą. Między powiewami podziwiamy dziury w skałach w których mieszkali HIPISI i uciekamy do samochodu i z MATALI. Efekt czerwone nogi i 2 zdjęcia. Eh...Wrażenia rekompensuje tawerna i podana w niej pizza. To miejscowość PITSIDIA. Tawerna po prawej stronie w kierunku HERAKLIONU. Obsługuje facet z długimi włosami i wąsami. Ale HACCP chyba mają bo Wojtek zagląda do kuchni i stwierdza ze tam nierdzewka, a ubikacje czystsze niż w Paryżu w I dzielnicy. Zresztą tak jest w każdej greckiej tawernie. Dbają o to bardzo. Jemy dużo tanio smacznie. Leniwe wszędzie obecna koty dostarczają radości naszym dzieciom.

Z powrotem jadąc postanawiamy obejrzeć akwarium kreteńskie. Robi wrażenie. Dzieci piszczą z radości biegając od jednego mega akwarium do drugiego. A te akwaria faktycznie są niesamowite wielkości salonu wypełnione skałami rzeczywistych rozmiarów stanowią mieszkanka dla rekinów i innych ryb zamieszkujących morze śródziemne.
W środku do naszej dyspozycji są komputery. Dotykając danej rybki uzyskujemy informacje na jej temat. na koniec film.
Zmęczeni ale spełnieni wracamy do hotelu- tam wskakujemy jeszcze do basenu. Po kolacji na którą ledwie zdążamy jedziemy na ostatnią wycieczką Yariską – na starówkę – ulubioną naszą. Znowu nasz właściciel...z winem i cukierkami wita nas od progu. Kupujemy miód z orzechami, sezam w miodzie oliwę ..zapamiętam ten sklepik...zapamiętam te wyspę...
  • podaj adres e-mail odbiorcy *
    Jeśli wiadomość chcesz wysłać do większej liczby odbiorców adresy oddziel przecinkami.
  • podaj swoje imię
    podaj swój e-mail *

    Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe
Wyślij
Zgłoś uwagi do strony Zamknij 
Twoje pytanie zostało przesłane do osoby odpowiedzialnej w biurze wakacje.pl za jej sprzedaż przez Internet. Odpowiedź zostanie udzielona Państwu (e-mail'em lub telefonicznie) tak szybko jak to możliwe.

W przypadku niejasności prosimy o kontakt:

tel. 801 ­455 401, +48 58 ­325 29 00
Już teraz życzymy Państwu udanego wypoczynku.
Dziękujemy za wysłanie formularza!
Doradca Wakacje.pl skontaktuje się z Państwem telefonicznie lub e-mailem!
Rezerwacja telefoniczna
801 ­455 401
koszt 0,49 zł/min z VAT
Dziękujemy za przekazanie nam swoich uwag!
Rezerwacja telefoniczna
801 ­455 401
koszt 0,49 zł/min z VAT
Twoje zapytanie właśnie trafiło do jednego z wakacyjnych doradców.
W najbliższym czasie nasz specjalista skontaktuje się z Tobą w celu udzielenia odpowiedzi.

Dziękujemy za kontakt i już teraz życzymy udanych podróży z Wakacje.pl
Dziękujemy. Twój formularz został wysłany.
Dziękujemy.
Nasz konsultant skontaktuje się z Tobą na adres mailowy lub nr podany w formularzu.

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe

Potwierdzam zapoznanie się z polityką prywatności oraz wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych podanych w formularzu przez Enovatis S.A. w celu:

Wyślij