autor: Barbara G.
dodane: 2005-10-16
termin-wycieczki: 07.09.2005-18.09.2005.
Drogi CzytelnikuJeżeli nie wiesz co to „profesjonalizm”w organizacji wycieczki, objazdowej,to przeczytaj. Długo szukałam dobrego biura turystycznego organizującego wycieczkę objazdową po Grecji.Udało się przy pomocy zaprzyjaźnionego od lat innego biura,czyli moja wycieczka była z tak zwanego „polecenia”. Z ogromną radością załatwiałam formalności na imprezę objazdową pod hasłem „Grecja właściwa i Peloponez”-12 dni.
To było TO,czego szukałam...a pracowałam na ten wyjazd wiele miesięcy. Koszty imprezy nie były niskie biorąc pod uwagę ,że było to już po „gorącym sezonie”. Program bardzo ciekawy,gwarancja profesjonalnie prowadzonej imprezy,zakwaterowanie w apartamentach lub hotelach 3 gwiazdkowych,autokar klasy lux,PROFESJONALNY pilot/przewodnik. Czego można więcej oczekiwać? Moje marzenie się spełni... 2 dni przed wyjazdem odebrałam w biurze agencyjnym potwierdzenie rezerwacji (wykupienia imprezy).Program jak i warunki również potwierdzone przez biuro i oczywiście zgodne z umową podpisaną dużo wcześniej i zaliczkowaną.
1 dzieńWyjazd z Krakowa w godzinach rannych.Klienci stawiają się punktualnie na miejsce zbiórki. Przychodzę i ja jako „singiel”.Ludzi sporo,więc próbuję się domyślić kto z nich pełni funkcję pilota-przewodnika...Zauważam dwie „samotne” panie i zastanawiam się chwilkę która z nich to pilotka a która jest moją sublokatorką do pokoju. Udało się-trafiłam bezbłędnie, więc melduję moje przybycie (może nie powinnam??).Przy okazji zapoznałam się z moją sublokatorką bo już wiedziałam ,ze to ta osoba.Dobrze,że nie było ...odwrotnie. Poprzednie biura przyzwyczaiły mnie do tego,że pilot jest „widoczny” w jakiś sposób ...chciażby identyfikator...nie mówię już o stroju służbowym na trasę. Dobrze,że tylko jedna wycieczka była odprawiana w tym czasie,bo można by przez pomyłkę załapać się na inną trasę...

Spokojnie oczekujemy na autokar,który ma dojechać z Opola.Po drodze zabiera grupę z Katowic. Troszkę jest opóźniony ale to mało istotna sprawa. Przyjechał z maleńkim opóźnieniem a to rzecz zrozumiała. Zajmujemy miejsca w autokarze,pilotka się przedstawia,omawia króciutko nasz program i nagle dowiadujemy się...że są zmiany...i zamiany... Promem wracamy w innych godzinach niż podano w programie i tylko jedną noc a nie dwie jak podawano.O tym,że prom na trasie Patra –Wenecja nie kursuje w terminie 10.06.-19.09.05 organizator chyba powinien wiedzieć wcześniej i wcześniej o tym poinformować!) Rozkłady kursów promowych odszukujemy w recepcji na promie.
Przejście graniczne w Chyżnem. Sprawdzenie dokumentów,wszyscy mają paszporciki,ale cóż z tego...brak malutkiego dokumentu jakim jest ZIELONA KARTA. Kierowcą nie jestem,organizatorem też nie,lecz wydaje mi się,że o takich dokumentach nie wolno zapominać jadąc przez państwa ,które nie należą do UE. Wracamy do Jabłonki i szukamy punktu ubezpieczeniowego!!!Może po lewej...a może po prawej???ooooooo-jest! Grupa grzecznie czeka-przecież trzeba załatwić bo nas nie puszczą przez granicę.
Czas zaczyna nam „uciekać”,planowany na 13.00 obiad...oddala się... Dokumentacja gotowa,więc jedziemy,jednak nie od razu do granicy ale do Zajazdu w Chyżnem...Przerwa musi być!!! Ja rozumiem-ludzie jadą z Opola i z całej niemal Polski,więc są głodni ale może by tak uprzedzić tych z Krakowa,że będzie postój? Granica przekroczona-humor powraca. Słowacja-trasa piękna,dowiadujemy się o Zamku Orawskim i koniec ...opowieści.W tym miejscu zapewne kończy się objazd w czasie „zdobywania” legitymacji pilota wycieczek zagranicznych. Za Zwoleniem zasiada za kierownicą drugi kierowca-pan Jacek. Jakoś tak wyszło...że imienia pierwszego kierowcy wcale nie zapamiętałam....niech będzie pan Wacek...(należą mu się ogromne brawa!!!)

Pan Jacek tak zaaferowany jazdą,że skręca na...Bańską Szczawnicę jadąc w kierunku Szach.Moje zdziwienie jest dość duże, ale tłumaczę sobie,że pewnie nam chcą pokazać to miasto bo jednak jest to zabytek wpisany na listę UNESCO a i tak opóźnienie wzrosło...Ludzie patrzą na lewo i prawo,podziwiają ale nikt nic nie opowiada... Pani pilotka przebudziła się z drzemki i jakby brak orientacji w terenie ją zdezorientował. Pierwszy kierowca zasłużenie i przepisowo musiał się zdrzemnąć więc nie pilotował. Jakoś wyrwaliśmy się z tych „dróżek”...Nie ma co żałować-krajobrazy wspaniałe. Około 17.00 jakiś...gdzieś...zajazd na obiad. Granicę w Szachach przekraczamy dość sprawnie. Zastała nas noc...jakaś autostrada czy droga szybkiego ruchu... większość drzemie ,pan Wacek musi,pilotka...nie wiem czy musi... Pełen entuzjazmu pan Jacek pędzi jakby chciał nadrobić...stracony czas... Autokar wpada w jakieś koleiny,dobrze go nosi po drodze!!!Jedna z pasażerek robi „alarm” i....I PYTAMY CZĘSTO -DLACZEGO DOSZŁO DO WYPADKU???DO TRAGEDII? Niewiele tu brakowało ... Najgorsze dla mnie w tej sytuacji było TO,że pan Jacek nie bardzo wiedział co się stało!!! Następuje zmiana kierowcy i od tego momentu przez okres pozostałych dni prowadzi tylko pan WACEK.Pan Jacek....jest na wczasach.
2 dzieńPo południu dojeżdżamy do Nei Pori,ale to wiemy z „poczty pantoflowej”. Szukamy noclegu...ktoś nas pilotuje(może to rezydentka?). Dojeżdżamy i... Mamy się dobrać po 4 osoby bo takie są apartamenty(typu studio). „Gwiazdek” nawet tych greckich nie widać... Ja się lokuję z moją współlokatorką i małżeństwem-dobrze jest. Gorzej się czują 2 panie,które muszą dzielić apartament z 2 panami-tak wyszło... Apartamenty dość brudne,brak zamków w łazienkach,brak ręczników i papieru toaletowego.Na pytanie o papier-otrzymujemy odpowiedż,że w apartamentach nie dają(może to prawda?nie wiem).Wydaje mi się jednak,że w 3 gwiazdkowych być powinien bo resztki jakieś się tam znajdowały-pewnie z sierpnia....Wycieczka biega do sklepu no bo jak????Polak potrafi...

Pilotka podaje godzinę spotkania przed kolacją:20.15-kolacja ma być o 20.30.Upewniamy się dodatkowo i zapytujemy gdzie ta kolacja???Przed godziną 19.00...jeszcze nie wiadomo.... Nasz „apartament” czyli 4 osoby schodzi punktualnie na zbiórkę i nikogo nie widać...Rozglądamy się to tu ,to tam-cicho wszędzie-głucho wszędzie.Sprawdzamy wszyscy czas,bo przecież zmiana czasu w Grecji....zgadza się! Po około 30 minutach przybiega pilotka...próbuje twierdzić,że myśmy się spoźnili na zbiórkę.Na pytanie czy nie zauważyła,ze brakuje jej 4 osób... rozbrajająco stwierdziła...że nie liczyła. Biegiem do restauracji...grupa już jest po kolacji!!! Wygląda na to,że grupa poszła o 19.15.....może ten „czas”....albo głód... Coś tam nam zostało ale kelnerzy nie byli zadowoleni.... Na temat kolejnego dnia informacje były podane w czasie kolacji,więc nasza czwórka znowu nic nie wie...
3 dzieńPodana orientacyjna godzina wyjazdu...JAK SIĘ ZBIERZEMY...TO WYJEDZIEMY... Grupa zdyscyplinowana,więc szybko się zebrała...przed 9.00 wyjechaliśmy. Wyjazd do Parku Narodowego Olimpu oraz do wioski Pantalejmon. Informacje bardzo skromne na temat zwiedzanych miejsc. Po drodze zwiedzamy ruiny zamku Platamonas-to poza programem...i jako chyba zadośćuczynienie za prom -nieważne ,że zamek po prostu na trasie i jakby na to nie patrzył,to należało się przy nim zatrzymać bez względu na to czy był w programie czy nie. Miasteczko Litochoro sympatyczne,spacer wąwozem Enipeas również.Czas dość ograniczony.Stamtąd ,(też podobno poza programem) wyjazd pod schronisko Tavros.Ja „niedouczona”cały czas staram się wypatrzeć ten słynny OLIMP a tu okazuje się,że to przecież pasmo a nie pojedynczy szczyt...No tak...do nikogo pretensji mieć nie mogę,bo powinnam się nauczyć w domu....a potem oglądać i nie zadawać głupich pytań. Dalsza trasa wiodła do uroczej wioski Palios Pantalejmon. Można by tu posiedzieć troszkę,pozaglądać tu i tam....wypić kawę po grecku...no ale PROGRAM....czyli o 15.00 należało być na plaży!! Gdybym chciała plażować to wybrałabym wycieczkę pobytową!!!
4 dzieńWyjazd do Meteorów. Zamiast w to jakże piękne miejsce dotrzeć jak najszybciej,należało wcześniej zaliczyć fabrykę ikon....znane numery na wycieczkach!!!Czy ci się podoba czy nie-trzeba tam być bo nie ma gdzie umknąć. Ceny oczywiście promocyjne!!!!i o wiele wyższe niż w Meteorach....no ale....tu niby ręczna robota i certyfikaty....do przewozu przez granice.

Fabryka zaliczona i wspinamy się na Meteory.Pilotka coś opowiada...niewiele z tego wiem.... Dojeżdżamy do parkingu i dostajemy „czas” króciutki jak na tego typu obiekty...no ale trzeba do domu wrócić....na czas. Nie mamy informacji jak należy poruszać się po obiektach,ile kosztują bilety i gdzie je kupić.Koniec języka za przewodnika!!!Zawsze ktoś z grupy włada angielskim to się dogada... Zdążyliśmy zwiedzić tylko największy Meteor i zajrzeć na punkt widokowy w klasztorze żeńskim...no bo właściwie...to TAM nie ma nic ciekawego...A ja właśnie miałam ochotę to mało-ciekawe zobaczyćL
Należało wracać do domku,no bo przecież wypoczynek jest ważny. W Nei Pori spaliśmy 3 noce. W programie obiecywano Wieczór Grecki i kolejna niespodzianka....podobno już po sezonie??? I takowych nie organizują.... Grupa zorganizowana....więc w „kółkach zainteresowań” zrobiliśmy sobie ...wieczór grecki.
5 dzieńPo śniadaniu wyjazd w kierunku Delf-jak się zbierzemy ...to wyjedziemy...a wyjeżdżaliśmy nie wcześniej niż przed 9.00.No dobrze....o zdrowie trzeba dbać i dobrze się wysypiać. W Delfach wystarczająca ilość czasu.Pilotka powiedziała małe co nieco,podprowadziła pod kasy,poinformowała o cenie biletu. Jest dobrze. Dalej jedziemy do Klasztoru Św.Łukasza i pojęcia nie

mam gdzie on się znajdował.Nie dlatego ,ze nie słuchałam,ale dlatego...że nie slyszałam. Zaczynają się trudności ze znajomością trasy i tematu!!! Droga się skończyła...a klasztoru nie widać...Po rozejrzeniu się w „terenie” ,klasztor się wyłonił zza murów... No to mamy szczęście...trafiliśmy.Mały tylko problem,że otwarty jest do 17.00 a my troszkę po 16.00 jesteśmy... Zdążyliśmy ...”oblecieć” i nawet kawę wypić w biegu. Prawda,ze autokar był wyposażony w barek,tylko nie miał kto zaproponować zrobienie kawy ,ponieważ jeden kierowca prowadzi,drugi jest na wczasach a pilotka musi swoją robotę wykonać czyli prowadzić wycieczkę.
Przejazd na nocleg w okolice Aten. Brak informacji gdzie ten nocleg ma być!!!Nazwy miejscowości nie poznaliśmy od pilotki.Informacji udzieliła nam recepcja,ze to jest Nea Makri. Do hotelu nie możemy trafić,ale udało się jakoś... Miłe zaskoczenie!!!Hotel ładny-3 gwiazdkowy!!!. Pokoje czyste z widokiem na morze lub basen.Posiłki bardzo smaczne i wystarczające (serwowane). Szkoda,że tylko tu 2 noce...
6 dzieńWyjazd do Aten. Pod Akropolem przejmuje nas człowiek -chyba przewodnik miejscowy-grupa się cieszy.Rola pana skończyla się na „torowaniu drogi” po zwiedzanej trasie Akropolu.Informacje o obiektach przekazywała pilotka.Dobrze jest...zainteresowani tematem kupili sobie przewodnik w języku polskim ,więc się douczą. Za mało czasu wolnego w Atenach,bo przecież o 16.00 trzeba wracać... I znowu dylemat...czy zwiedzać Plakę czy cokolwiek zjeść...bo do kolacji daleko. Problem z wydostaniem się z miasta!Wiele czasu krążymy po mieście ale udało się... Nie wiem czy naprawdę tak trudno wyjechać tą samą drogą ,którą się wjechało?Punkt orientacyjny to Stadion i charakterystyczny most.Trasa wycieczki zakończyła się właśnie pod stadionem który mijaliśmy wjeżdżając do Aten. Przypominam,że dalej prowadzi tylko jeden kierowca bo drugi (p.Jacek) musi zwiedzać i zaliczać program wycieczki...Może w tym czasie jednak powinien czytać plan miasta Ateny?
7 dzieńKompletnie nie znają trasy!! Mijamy Korynt...bo droga pomylona a wracać wiele kilometrów jest bez sensu ,więc zostawiamy Korynt na inny dzień. Nafplion: piękne miasto,wspaniała twierdza i GŁÓWNY CEL programu w tym mieście. Zwiedzanie zaczynamy od...spaceru po mieście i zakupów...Pada propozycja ,ze chętni mogą iść na górę zamkową (około 1000 schodów) a reszta dojedzie. Kilka osób „chętnych” poszło.Z miasta nie widać jak wielki jest to obiekt do zwiedzania i ile czasu na to jest potrzebne.Po zbiórce....jak się zbierzemy to pojedziemy....(część grupy chciała zjeść obiad,to zbieraliśmy się dość długo)

wyjeżdżamy pod bramę twierdzy.Czas na zwiedzanie podany,ale okazuje się ,że stanowczo za krótki!!!I znowu w biegu próbujemy się zachwycać fortecą.Efekt....nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkich części fortyfikacji. Moim zdaniem należało zacząć od zwiedzania fortecy i zaproponować grupie zejście do miasta na określoną godzinę.Łatwiej się schodzi jak wychodzi...nie znając trasy.Bo nie wystarczy poinformować,że tam...tą ulicą można sobie ...wyjść.
Przyjazd do Tolo na noclegSzukamy hotelu o nazwie „Asklepion”(??) a lądujemy w „Gold Heart”(nazwa zachęcająca). Hotel 1 gwiadkowy(certyfikaty w pokojach są). Szczęśliwcy otrzymują pokoje z widokiem na morze,reszta na „ogród”?? Mój pokój jest brudny,obskurny z widokiem na brudne podwórko i zaśmiecone dachy budynków gospodarczych.Umywalka zatkana,spłuczka w WC zepsuta (jest kubel na szczotkę,to sobie radzimy jakoś),brak żarówki w lampie,brak lodówki (we wszystkich pokojach jest na wyposażeniu).Zgłaszam usterki-część jest naprawiona,lodówka dostarczona ale kabel nie sięga do kontaktu...Dobrze,że mam przedłużacz,to się podłączy..Żarówka wkręcona ale automatycznie przestał działać wiatrak i klosz nie dał się założyć.Za klimę trzeba zapłacić,więc zostaje nam tylko wietrzenie oknem balkonowym a pies na podwórku na to nie pozwala.... Kiedy się wyszło na balkon-pies robił starszny raban. Żywienie w tym hotelu też pozostawia wiele do życzenia...Śniadania-(bufet szwedzki ) do przyjęcia. Obiadokolacje...może dla organizatora tak... W poprzednich miejscach noclegów wyżywienie było bardzo dobre!!!i wystarczające,więc może się przyzwyczailiśmy do rozpusty...
1 dzieńObiadokolacja: makaron posypany serem i polany lyżką sosu, mały kawałek musaki, pomarańcza , lampka wina
2 dzieńZupa z soczewicy-jedna maleńka nalewka (głodni dostali dolewkę), kawałek ryby zapiekanej w jakiś warzywach, arbuz pokrojony w kostkę ( na jednym talerzu dla 4 osób), lampka wina... po interwencji,że nie wszyscy dostali
3 dzieńZupa grochowa-tym razem po 2 nalewki, nóżka z kurczaka z makaronem, surówka z kapusty białej, lampka wina
8 dzieńWedług programu długa wycieczka-ma być suchy prowiant na śniadanie i póżny powrót na kolację. Brak jakiejkolwiek informacji na temat przebiegu tego dnia,ewentualnego zaopatrzenia się we własny prowiant na caly dzień. Nie ma suchego prowiantu-jest śniadanie. Wyjeżdżamy po godzinie 8.00....jak się zebraliśmy....staraliśmy się szybko zbierać bo widzimy na mapie ,że droga daleka i program atrakcyjny! Jedziemy do Mistry. Kompletny brak znajomości trasy i możliwości autokaru na wąskich drogach górskich. Dobrze,ze fantastyczny pan Wacek jakos wymanewrował na tych zakrętach. Dojeżdżamy „z duszą na ramieniu” pod górną bramę zwiedzanego obiektu.Główne wejście było na dole!!! Jest kasa,to dobrze jest-sprzedadzą nam bilety. Pytam o toaletę...(ważna sprawa po kilku godzinach jazdy i perspektywą zwiedzania)-odpowiedź jakże profesjonalna...chyba jest gdzieś ...na dole.A my akurat jesteśmy ...na górze i wspinamy się na twierdzę.Do „dołu” jak widać z góry było dość daleko. (Osoba która układała ten program chyba znała Mistrę ,jej położenie,czas jaki powinien być przeznaczony na zwiedzanie i kierunek zwiedzania.Żeby zejść z twierdzy na dolny parking (właściwy),potrzeba około 30 minut.
Dostaliśmy od pilotki pewien „czas” ,uzgodniono zbiórkę w miejscu wyjścia z autokaru czyli na górnym parkingu!!! Zdążyłam zwiedzić twierdzę i jedną część kościołów bo czasu brakło a na zbiórce chciałam być punktualnie . Wróciłam pod tą „górę”,żałując tej reszty której nie mogłam już zobaczyć.Jakież moje zdziwienie,kiedy pilotka oczekująca w punkcie wyjścia na zwiedzanie ,informuje mnie...że trzeba zejść na dół bo autokar zjechał na dolny parking!!! Tym to sposobem mogłam zerknąć w biegu na pozostałą część kościołów. Grupa czekała na nas ponad pół godziny.Niektórzy mieli szczęście bo „połapali się” na trasie zwiedzania i informowali o zmianie postoju autokaru.A ja się gdzieś „zabłąkałam” chyba...
Jedziemy do Monemwazji.Dostajemy czas 40 minut na zwiedzanie!!! Opracowujący program chyba tam był? No i klient ma wybór...albo biegiem na skalne miasto okiem chociaż rzucić,wdrapać się na szczyt góry do twierdzy,żeby zerknąć na miasteczko i jego panoramę albo iść coś przekąsić bo głód doskwiera.Po drodze dowiaduję się...że na górze NIC CIEKAWEGO...a to przecież najpiękniejsza panorama!!!No i dobrze,ze lubię TAM gdzie nieciekawie Coś trzeba z tym zrobić....biegiem w górę,kilka ujęć zdjęciowych (resztę się poczyta w przewodniku)-biegiem w dół żeby łyknąć chociaż kawy i dalej w trasę... Spóżniliśmy się (4 osoby) na zbiórkę 15 minut...no ale przecież pojedziemy...jak się zbierzemy.Niektórzy spóźnili się troszkę więcej bo skoro zamówili obiad to go chcieli zjeść. Ci „od kawy” grzecznie czekali no bo solidarność obowiązuje. Jedziemy w dalszą drogę. Trasa kompletnie nieznana!!!
Do „akcji” wkracza klient i pomaga kierowcy .Drugi kierowca(p.Jacek) dalej odpoczywa i nic go nie interesuje.Może by chociaż do swojej dziupli wszedł a nie denerwował ludzi..... W pewnym momencie pod góre autokar zaczyna „gotować”.Postój...zgrana grupa klientów pomaga kierowcy coś „z tym zrobić”-p.Jacek odpoczywa i nawet nie wysiada z autokaru.
Jedziemy dalej.... Na szczycie jakiejś góry???w miasteczku Kosmas (miejsce lokalizuje klient) następuje „blokada” autokaru między domami mieszkalnymi.Ani do przodu...ani do tyłu.Szosa się skończyła i została wąska uliczka. Ryneczek maleńki-nie ma jak zawrócić. Wspólna debata z Grekami jakby tu zawrócić? Plusem tej przygody było ponadprogramowe „rzucenie okiem” na urocze miasteczko . Gdybyśmy chociaż wiedzieli,ze „akcja”potrwa jakiś czas,to coś byśmy zjedli albo chociaż kupili owoce.
Udało się wycofać z pułapki ...Większość jednak bardzo głodna bo nie było możliwości zrobienia zakupów ,to i do śmiechu nam nie było.Na jakiś gorący napój w autokarze nie ma co liczyć bo p.Jacek nawet nie wie jak się tą „maszynę” obsługuje. Do hotelu wracamy na 23.00 i otrzymujemy obiadokolację....jak wyżej wg.jadłospisu.
9 dzieńWypoczynek po trudach objazdu... Pech...nie ma tu żadnej winy organizatora!!! Leje cały dzień. Tolo,miasteczko turystyczne, tętniące życiem wieczornym,to przydałby się może ten Wieczór Grecki,ale propozycja nie pada.Może i tu w tym okresie też nie ma możliwości uczestnictwa w takiej „imprezie”.
10 dzieńWyjazd z hotelu wg.programu!!! czyli o 10.00. Nieważne,ze prom odplywa o 17.00 a nie 23.00,nieważne,ze do zwiedzenia mamy jeszcze Mykeny i zalegly Korynt. Po cichu sugerujemy ,że może by tak wcześniej ruszyć bo w Tolo już szkoda czasu...ale program-to program... Dojeżdżamy do Myken... Brak informacji o cenach biletów,o tym,że na jeden bilet można zwiedzać obydwie części czyli „miasto” i Grób Agamemnona odległe od siebie kawałek drogi.Zdezorientowani biegamy od jednego do drugiego miejsca ,żeby się o tym dowiedzieć a tu czas ucieka. Mamy do dyspozycji 1 1/2 godziny.Cena wstępów nie była niska .Kto szybszy to zdążył „oblecieć” teren. Przecież jeszcze jest Korynt... Podjeżdżamy na parking i wędrujemy do bramy ...okazuje się,że WYJŚCIOWEJ!!!mamy 40 minut czasu...no bo prom nie będzie czekał.Wracamy do WEJŚCIOWEJ...cena biletu wysoka, nie zdążymy i tak zwiedzić ,to szkoda nawet wchodzić.Sesja zdjęciowa i autokar.
Na prom dojeżdżamy planowo,zakotwiczamy się....Kto ma siedzenia lotnicze to już wpada w nie a kto sobie zażyczył kajutę (luksus za 20 euro za noc a nie 10 euro),to czeka cierpliwie na przydział.Niektórym obiecano wejście do kajuty dopiero o 23.00....na szczęście udało im się wcześniej. Wreszcie czujemy się na wczasach... Wiemy,że prom dobija do portu o 12.30 więc prawie wszyscy gotowi do wyjścia ale brzegu nie widać....Nie poinformowano nas ,że już jest zmiana czasu we Włoszech.Ale to nieważne przecież-człowiek powinien pamiętać o takich drobiazgach bo to jego „czas”. W zamian za drugą noc na promie, mamy zwiedzanie San Marino.
Czasu sporo....aż 2 godziny...i jak je znowu zagospodarować?Czy przelecieć biegiem uliczkami,czy może by na zamek wejść (samo zwiedzanie zamku ze 2 godziny trwa),a tu by pasowało jeszcze jakąś pamiątkę kupić,nie wspomnę już o jakimś prowiancie na dalszą drogę czy gorącej kawie bo w autokarze nie ma na co liczyć. Pakujemy się do autokaru i czarne myśli nas nachodzą jak nas dowiezie do domu kierowca/zmiennik czyli pan Jacek. Pilnuje go drugi kierowca a powinien wreszcie odpocząć!!! Kierowca troszkę zasypia a pana Jacka pilnuje pilotka prosząc go co chwilę ,żeby zwolnił bo pędził jak szalony.Dorwał się człowiek do kierownicy i myśli,że ziemniaki wiezie. Po zmianie za kierownicą grupa może też się zdrzemnąć bezpiecznie. Postoje – chyba też profesjonalne...akurat tak wychodziło,że były tam gdzie toaleta albo z jedną kabiną albo płatna.Przy jednej kabinie czas się wydłużał troszkę...a kto nie miał już Euro...to miał problem bo złotówek nie przyjmowali.
Czechy...Ludzie są głodni.Stajemy na parkingu,”czas” dostajemy...krótki...ale na tym samym parkingu są już 4 autokary a nasz piąty zajeżdża....No to biegiem do kolejki do Mack Donalda-tłum się kotłuje...Przemieszczamy się do Motorestu-tu luźniej.Złotówek nie chcą-koron nie mamy...Polak jednak potrafi i jest OK. Jak się „zebraliśmy” to pojechaliśmy dalej. Autostrada dobrze oznakowana!!!Pan Jacek chyba nie rozróżnia znaków drogowych ...bo drugi kierowca go instruuje ...i chyba ma ochotę wyrzucić go przez okno.Zamiast na Cieszyn ...p.Jacek chce jechać do Brna.Jeżdzimy z pasa...na pas. Czujemy się jak na kursie prawa jazdy!!! Egzamin chyba oblany!!!Wcześniej nikt nie sprawdzał czy ten pan ma prawo jazdy na autokar ale wyglądało na to,że pierwszy raz prowadził taki pojazd a do tego z „żywym towarem” czyli nami-ludźmi. Dojechaliśmy szczęśliwie do Katowic i tu faktycznie profesjonalnie zostaliśmy przepakowani do busa i dojechaliśmy do Krakowa. Pani pilotka odjechala prywatnym samochodem-myślę,ze się wstydziła...jechać dalej z nami.
Podsumowanie:Nie obwiniam pilotki za ten „niewypał” objazdowy. Grupa była zorganizowana, wyrozumiała i pomagała jak mogła.Nie dochodziło do awantur ani większych spięć.
Obwiniam organizatora!!!
Jak można posłać na taką trasę osobę ,która nigdy nie była na objeździe i w tym terenie?J ak można posłac osobę.która jest bez praktyki w organizacji wycieczki?Jak można posłać pilota,który ma niewielkie pojęcie o przewodnictwie? Dlaczego nie zatrudniono ani raz przewodnika miejscowego mówiącego po polsku? Jak można posłac niesprawdzonego kierowcę????
Możemy tylko się cieszyć,że wrociliśmy cali i zdrowi!!! 21 09.05 złożyłam uzupełnienie do reklamacji(w agencji w której wykupiłam imprezę) i oczekuję na odpowiedź od organizatora.Za kilka dni mija czas ...w którym taką odpowiedź powinnam otrzymać.
Proszę mi teraz wyjaśnić jak wygląda impreza prowadzona NIEPROFESJONALNIE?bo tego już sobie nie potrafię wyobrazić. Wspomnienia z wycieczki opisałam w porozumieniu z innymi uczestnikami:p.Anną Gąsiorek, pp.Iloną i Waldemarem Brzezińskimi
Z turystycznym pozdrowieniem
Barbara G.