Zgłoś uwagi do strony Zamknij 
Twoje pytanie zostało przesłane do osoby odpowiedzialnej w biurze wakacje.pl za jej sprzedaż przez Internet. Odpowiedź zostanie udzielona Państwu (e-mail'em lub telefonicznie) tak szybko jak to możliwe.

W przypadku niejasności prosimy o kontakt:

tel. 0 801 455 401, (58) 325 29 00
Już teraz życzymy Państwu udanego wypoczynku.
Dziękujemy za wysłanie formularza!
Doradca Wakacje.pl skontaktuje się z Państwem telefonicznie lub e-mailem!
Rezerwacja telefoniczna
0 801 455 401
koszt 0,49 zł/min z VAT
Dziękujemy za przekazanie nam swoich uwag!
Rezerwacja telefoniczna
0 801 455 401
koszt 0,49 zł/min z VAT
Twoje zapytanie właśnie trafiło do jednego z wakacyjnych doradców.
W najbliższym czasie nasz specjalista skontaktuje się z Tobą w celu udzielenia odpowiedzi.

W razie dodatkowych pytań, pozostajemy do dyspozycji pod numerami 801 455 402 oraz 58 325 29 00

Dziękujemy za kontakt i już teraz życzymy udanych podróży z Wakacje.pl

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe

Potwierdzam zapoznanie się z polityką prywatności oraz wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych podanych w formularzu przez Enovatis S.A. w celu:

Wyślij
+ Dodaj swoje wspomnienie
Europa Afryka Azja Ameryka Północna Ameryka Środkowa Ameryka Południowa Australia i Oceania Antarktyda

Wspomnienie Gran Canaria - Hiszpania

Oceń
Średnia ocena
dobre

Z oceanem w tle

autor: Magda K.
dodane: 2006-10-05
termin-wycieczki: lipiec 2006

Perspektywa pierwszej podróży samolotem wystraszyła mnie niesamowicie. Jednak tuz po starcie okazało się ze nie jest tak strasznie a wręcz przeciwnie, podziwianie oddalającej się Warszawy całej w burzy i deszczu pośród milionów świateł stało się niezwykle wciągające. Sam lot na Gran Canarie był trochę męczący, cały czas się wierciłam i nie mogłam usnąć. Druga sprawą były turbulencje, które trzęsły naszym samolotem. Po chwili jednak przyzwyczaiłam się i w ogóle się tego nie bałam Już zamknęły mi się oczy, kiedy usłyszałam: Witamy na Gran Canarii. Wszyscy zaczęli bić brawa pilotowi i ja tez się cieszyłam ze ta pierwsza podróż przebiegła w milej atmosferze. Idąc na odprawę długim tunelem czuliśmy się jak Ci piłkarze, których zawsze pokazują w TV. Hehe :) . Na lotnisku wsiedliśmy w autokar z nasza rezydentka z Ecco i pojechaliśmy do hotelu Lucana. Mięliśmy szczęście, bo dostaliśmy bardzo fajny pokój na piątym piętrze z dużym tarasem z widokiem na ocean. Po nocnym locie ciężko było wstać na śniadanie. Jednak jakoś zebraliśmy siły i zjechaliśmy na dół. Ja cały czas na śniadanie jadłam jeden zestaw: mussli, bagietkę z przepysznym dżemem pomarańczowym i smakowitą herbatkę o smaku jabłkowym. Generalnie byliśmy niesamowicie mile zaskoczeni ilością jedzenia. No i ciągle podjadaliśmy nasze ulubione suszone figi .Szkoda ze nie mieli świeżych, ale i tak nie ma na co narzekać. Obiady były przepyszne-w postaci szwedzkiego stołu- naprawdę robiły wrażenie. Różnorodność potraw oraz ich smak-rewelacja. Po prostu wszystko, co jest możliwe tam było. Jeśli chodzi o mnie to przez równe dwa tygodnie jadłam non stop moje ukochane ryby. Nakładałam sobie codziennie po kilka rodzajów, urozmaicone przepysznymi surówkami. Potem jedliśmy niebiańsko dobre lody z owocami i stosem przeróżnych ciast i deserów. Drinki godne polecenia!

Pierwszego dnia wybraliśmy się na plaże na długi spacer. Szliśmy przed siebie i kąpaliśmy się w rożnych miejscach. Dotarliśmy aż po same wydmy, gdzie zresztą jak wszędzie chodzenie po rozpalonym piasku bez klapek było niemożliwe. Kąpiel w oceanie od tamtej strony to prawdziwa frajda ze względu na ogromne fale, które unosiły nas wysoko w powietrze. Pierwsza rzeczą o której należy pamiętać jadąc na Gran Canarie to przynajmniej pięć balsamów do opalania. Słońce świeci tam cały czas a jeden balsam starcza średnio na 2-3 dni dla dwóch osób. Ja nigdy nie miałam problemów ze schodzącą skora czy słonecznymi oparzeniami a tam trafiła kosa na kamień, bo kilka razy zdarzyło mi się znacznie spiec. Jednak Ci, którzy maja wrażliwą skore na pewno nie są pozostawieni sami sobie. Na wyspie jest pełno preparatów z miejscowego aloesu łagodzących podrażnienia słoneczne. Cala gama kosmetyków towarzyszących. Także warto będąc tam kupić sobie jeden z tych cudownych preparatów- ceny w zależności od typu kosmetyku-od 2,65 euro wzwyż. Tak samo jest ze sklepami i centrami handlowymi, których jest tam tysiące. Większość to firmowe perfumerie gdzie ekskluzywne kosmetyki są naprawdę bardzo tanie ( dodatkowo zawsze dostaje się jakiś prezent),sklepów z elektronika (gdzie Niemcy nałogowo kupowali aparaty cyfrowe Samsung) ,jak również jubilerów i sklepów z ubraniami.

Położenie naszego hotelu było bardzo dobre, gdyż spacer do miasta z Playa del Ingles zajmował 10-15 min. Centrum jest bardzo rozrywkowe, pełno jest restauracji, barów, pubów, dyskotek. No i wszędzie krzyczą Hola i zapraszają do siebie. Widać ze umieją dbać o klientów. Szczególnie jest to raj dla Niemcow, gdyż to oni zostawiają tam najwięcej pieniędzy. Gdziekolwiek nie wyjdzie się cos zjeść każdy pyta się skąd jesteś, bo doskonale mówią po niemiecku i angielsku. Polacy są-jak wszędzie, ale jest ich naprawdę mało. Hiszpanie uwielbiają jak mówi się do nich w ich języku wiec warto się nauczyć kilka podstawowych zwrotów. Generalnie ludzie, którzy znają angielski, niemiecki bądź hiszpański dogadają się wszędzie bez problemów.

Będąc nad oceanem cały czas marzyłam żeby zobaczyć delfiny. Dlatego tez wybraliśmy się autobusem do Puerto Rico. Tam czekał na nas cały port i setki ludzi z różnymi ofertami. Typowa wycieczka na poszukiwanie delfinów kosztuje 20 euro od osoby. (dają Ci 48% szans ze zobaczysz delfiny, jak nie to jedziesz na następny rejs) My wybraliśmy inna oferte -10 euro od osoby prom z Puerto Rico do Puerto de Mogan- romantycznego miasteczka pełnego kwiatów, zwanym „Mala Wenecją”. Niestety szczęścia nie mieliśmy i delfiny nie wypłynęły. Ale za to wracając promem przy samym wybrzeżu mieliśmy okazje podziwiać śliczne podwodne jaskinie, wysunięte w ocean dzikie urwiska, na których opalali się ludzie. Koszt pływania w jaskiniach kajakami to 45 euro/os. Widoki niesamowite. Szkoda ze akurat wtedy zepsuła nam się karta pamięci od aparatu . Na promie wieje wiec warto wziąć cos do okrycia. W Puerto de Mogan znajduje się tez żółta łódź podwodna, która można popłynąć, aby obserwować podwodny świat. Atrakcja głownie dla dzieci. W Puerto Rico jest również pełno ofert dla zapalonych wędkarzy. Ci, którzy marzą o złapaniu wielkich ryb jak płaszczki, rekiny czy merliny mogą wybrać się na wędkowanie na oceanie. Koszt 60 euro.

Nieusatysfakcjonowana z powodu braku delfinków zdecydowaliśmy się na podroż na Teneryfe do Loro Park. Autokar zabrał nas z hotelu wcześnie rano i jechaliśmy przez cala wyspę do Las Palmas a potem do portu Agaete. Pogoda była wyjątkowo beznadziejna, były duże fale i jak tylko wsiedliśmy na prom od razu musieliśmy skorzystać z papierowych torebek zamieszczonych przed nami. Nie tylko my-to było jak reakcja łańcuchowa, załoga nie nadążała z tymi torebkami, za nami śpiewająca pełną parą wesołe piosenki jakaś wycieczka, przed nami drżąca się w niebogłosy mała dziewczynka , a do tego co chwile znaczące odgłosy i kołysanie jak na jakiejś olbrzymiej karuzeli. Cyrk na kolkach. Potem nie mogliśmy zejść tak się śmialiśmy z tego wszystkiego. Prom bardzo nowoczesny, załoga bardzo szybko radziła sobie z zaistniałą sytuacja dając wszystkim „podatnym” lód pod nogi. W druga stronę ocean był spokojny wiec czuliśmy się świetnie. Potem znowu autokarem do Loro Park. Z tego co widzieliśmy na Teneryfie było mnóstwo chmur i ludzie którzy wybrali ta wyspę tez mówili ze było zachmurzenie. Wiec dodatkowo się cieszyliśmy, bo my mięliśmy pogodę świetną.

Sam Loro Park jest bardzo fajny. Obejrzeliśmy pokaz delfinów (szkoda ze nie można było z nimi popływać za dodatkowa kasę), ale najbardziej spektakularny był pokaz orek. Tak niesamowity ze warto wszystko ominąć i pójść tylko tam. Po prostu płacz ze śmiechu. Świetne były. Na pamiątkę z wizyty w Parku dostałam pluszowego delfinka, który jest taki śliczny ze potem cały czas się na niego patrzyłam. Jedynym minusem tego wyjazdu jest oczywiście cena, gdyż taka podróż z Gran Canarii dla dwóch osób to z jedzeniem trochę mniej niż 1000 zl. Aha w całym parku jest trochę miejsc do jedzenia ale są one bardzo zatłoczone. My mieliśmy świetnego przewodnika, który miał układy w jednej restauracji. Siedliśmy tam bez kolejki, dostaliśmy pyszne spaghetti, surówkę, piwo i ciastko i ze względu na dany rabat zapłaciliśmy tylko 10 euro, co było fantastyczne, bo wszędzie sprzedawali zwykle kanapki za 5 euro, których ja bym nawet nie tknęła jakby mi dopłacali. A koszt zjedzenia tam obiadu to już wogole kosmos (najtańsza jest chyba pizza, same frytki to ,3,5 euro, kolejka do niedobrych i brzydko wyglądających hot dogów przynajmniej 40 minut stania) Także jadąc tam koniecznie trzeba zabrać swój prowiant.

Do hotelu wróciliśmy praktycznie w nocy, wiec spóźniliśmy się na jedzenie. Jednak kelner był tak miły ze zapakował nam cala torbę owoców. Hotel nam się bardzo podobał. Wszędzie czysto, codziennie pokój był sprzątany, pościel i wszystkie ręczniki wymieniane a łazienka wyszorowana na błysk. Klimatyzacja była, ale praktycznie jej nie używaliśmy, wystarczyło otworzyć patio na taras i już wiatr z oceanu dostarczał świeżego powietrza. Jest to też niewątpliwą zaleta wysp ze nie jest tam pomimo upału duszno. Na terenie hotelu są dwa duże baseny. Jedyną niedogodnością są Niemcy którzy wstają z samego rana (nawet o 7 rano ) i zajmują miejsca na cały dzień na leżakach. Choć nas to raczej bawiło, bo byliśmy na basenie tylko kilka razy. Nad drugim basenem jest już spokój. Śmieliśmy się, że Niemcom nie chce się schodzić dalej. W hotelu bardzo mało Polaków. Połowę Niemcy, połowę Hiszpanów, Francuzów i Anglików.

Jak już wspomniałam były tam ogromne fale, ale to tez zależy od miejsca, ponieważ na kilku plażach kąpaliśmy się i woda była stojąca, prawie żadnych fal, a jeśli już to spokojne. Największą frajdą było zobaczenie pełni księżyca na oceanie. Wygląda to naprawdę niesamowicie. Po prostu cudownie. Wszyscy starali się robić zdjęcia, ale żadne nie odzwierciedlało prawdziwego widoku. W dzień najpierw był przypływ, fale gnaly jak szalone. Opalaliśmy się a woda stopniowo podchodziła do przodu. Leżymy na plaży a tu hop i wszystko zalane :). Jak podskoczyliśmy do góry :) . Wieczorem wybraliśmy się na plaże gdzie się wcześniej kąpaliśmy i nie mogliśmy wyjść ze zdziwienia. Tam gdzie woda kryla mnie ze dwa razy był sam piasek i kamienie. To się nazywał odpływ. Przy kąpielisku na piasku leżały same boje i barierki do kapania się. Ponieważ od tamtej strony brzeg był trochę kamienisty można było zobaczyć małe kraby, które sobie tam chodziły. Wogole na całej wyspie łatają sobie wolno papugi i chodzą jaszczurki, kwitną śliczne kwiaty, palmy i kaktusy.

Ciekawym faktem jest obecność kotów na wyspie. Jest ich sporo i dla nich również kanary to raj na ziemi, bo niemieckie babcie regularnie przynoszą im whiskasy i inne smakołyki, a te przyzwyczajone są jeść z widelców i łyżek. Niedługo pewnie będą im buźki chusteczkami wycierały po obiadku :) .

W Maspalomas jest Sahara. Piękne wydmy, po których można chodzić, skakać, wspinać się. Tylko pod wieczór, bo w godzinach popołudniowych mogą odpaść nogi :) . Plaża tam jest wyłącznie piaszczysta. Wiatr jest na wyspie znaczący. Dobrze ze jest- nie odczuwa się gorąca, wieje orzeźwiającą bryza. Jednakże czasami może zawiewać piachem i jest on wtedy dokładnie wszędzie. Trzeba się tez nastawić ze kąpiąc się tam kostium kąpielowy będzie cały w piachu, gdyż fale niosą go ostro przy brzegu.

Wyspy są po prostu piękne wiec warto się tam wybrać o każdej porze roku by złapać mnóstwo słońca. Choć wyjątkowo w tym terminie w Polsce niekiedy było bardziej gorąco niż tam. Wakacje tam to raj na ziemi i już mi brakuje tego widoku oceanu i codziennych w nim kąpieli. I swobodnego chodzenia po drodze, gdyż na wyspie samochody musza się zatrzymywać gdy Ty idziesz, a nie Ty gdy one jada :).

W czasie wyjazdu narobiliśmy pełno zdjęć i nakręciliśmy mnóstwo filmów, aż do znudzenia, co było strzałem w dziesiątkę, gdyż teraz siedzę i mogę to obejrzeć raz jeszcze dokładnie. Aha, nie zapomnijcie napić się najpyszniejszej kanaryjskiej kawy Barakido z likierem z bananowca, no i oczywiście przywieźć ten likier do kraju. Polecamy wszystkie wina hiszpańskie oraz piwo w dużych butlach po srednio 1,30 euro. Miejscowe piwo to Tropical- bardzo dobre i cena tez w porządku. Owoce morza mi niezbyt pasowały, ale mój chłopak zajadał się nimi ciągle i próbował kombinacji z różnymi sosami.

Aha zapomniałam wspomnieć o naszym beznadziejnym lotnisku Warszawskim. Po prostu porażka. Wrażenia- katastrofa. Po pierwsze wysiadając na stacji Warszawa Okęcie nie było ani jednej taksówki ani jednego busa. Same pola i tory. Szliśmy kilometr na piechotę po jakiejś drodze, gdzie można tylko rozerwać sobie walizkę i bać się ze w każdej chwili Cię okradną. Jak już dotarliśmy to beznadzieja pod względem kulinarnym. Zwykle kanapki po 8 zl. Ceny astronomiczne. No ale żeby ceny jeszcze odpowiadały jakości towarów to można by je zaakceptować. Zamówione jedzenie było obrzydliwe (plasterek odgrzewanej w mikrofali szynki i twardego ryzu 36 zl ). W kioskach maja tylko batoniki, żadnych rogalików np. 7 days.(specjalnie żeby kupować te kanapki po 8 zl). Żadnego fast foodu żeby się przypadkiem nie najeść. Bo jak człowiek kupi frytki to już potem nie weźmie trzech kanapek. Porażka. Chyba tylko kawa i herbata dobra. Na Teneryfie wprawdzie takie same kanapki były po 5 euro no ale obok były Burger King i inne restauracje gdzie można było się najeść a nie tak jak u nas zapłaci się 100 zl i człowiek ma wrażenie jakby zjadł za 2 zl i nic się nie najadł.

A przy odbiorze walizek, stos ludzi, walizki jedna na drugiej, taśma mała jak nie wiadomo co.Wszędzie przepych. Naprawdę wstyd. Lotnisko w stolicy a taka wiocha. Jak już lądowaliśmy to wogole mieliśmy wrażenie jakbyśmy zaraz na jakimś polu mieli wyładować Yhhh. Wrr…
  • podaj adres e-mail odbiorcy *
    Jeśli wiadomość chcesz wysłać do większej liczby odbiorców adresy oddziel przecinkami.
  • podaj swoje imię
    podaj swój e-mail *

    Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe
Wyślij