Ogłoszenie

Przerwany
Nie masz jeszcze żadnego powiadomienia.

Trawersem przez Australię

Przerwany
X
  • Filtruj
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
nowe posty

  • Trawersem przez Australię

    Postanowiliśmy strawersować Australię, samochodem, z Perth do Sydney. Mamy na to prawie trzy tygodnie. Na początkową część drogi wybraliśmy tzw.Drogę Centralną, bitą, biegnącą przez część kraju zamieszkałą przez Aborygenów. Ale zaczęły się schody - trzeba mieć na to pozwolenia; żeby załatwić pozwolenie, trzeba znać numer samochodu - a my weźmiemy go z wypożyczalni, więc go nie znamy. Gdy później okazało się, że zamiast samochodu 4x4 dostaliśmy 2x4, że nie powinniśmy wjeżdżać na drogi bite, postanowiliśmy nie kopać się z koniem i pojechać drogą południową. Dodatkowym argumentem było to, że na południu też było parę interesujących nas miejsc. Jako że jesteśmy bardziej ludźmi natury niż kultury, najbardziej ciekawi nas przyroda. Choć pewnie Mony Lisy albo innego Apolla Belwederskiego nie ominęlibyśmy szerokim łukiem ... Zakupilśmy pakiet internetowy do różowej tabletki i ruszamy. O kierownicy z prawej strony wiedzieliśmy, o automatycznej, niestety, skrzyni biegów też, ale dodatkowo zaskoczyła nas zamiana stron kierunkowskazów i wycieraczek. Jeszcze tylko montujemy małą flagę - i w drogę. Pierwszy dzień relaksowy. Wyspa Pingwinów. Zbudowana z korali. Ma średnicę ok. 1 km i mnożą się na niej nie tylko te ptaki, ale również pelikany, ostrygojady i 6 gatunków mew (my wypatrzyliśmy trzy). Latający pelikan robi ogromne wrażenie, bo to ciężki ptak. Mewy się akurat mnożyły, więc jedna podrapała mnie po głowie, przeganiając (Alfred Hitchcock się kłania), ale inna pokazała jajko, które wysiadywała, a wiele pyszniło się maluchami - nielotami. Za to pingwinki, których żyje tu kilkaset, poszły na cały dzień polować- wracają dopiero na noc. Trzeba przyjeżdżać w styczniu, bo wtedy wysiadują młode ... A tak widzieliśmy kilka w konserwatorium - nie było widać, że potrzebują pomocy człowieka. Cudne 30-centymetrówki, ledwo chodzące po skałkach na króciutkich łapkach, za to w wodzie pokazały klasę jak delfiny. /tu było zdjęcie z różowej tabletki, ale się nie mieści .../ Drogi i budynki przypominają bardziej Stany niż Europę. Dużo wspólnych terenów zielonych, parterowe domy lub w centrum miasta wieżowce. Drogi bardziej opisane niż wyznakowane, ale tak, że trudno się pogubić. Strasznie drogo, na razie tylko benzyna tania - 3zł. W supermarketach nie ma alkoholu, tylko w "sklepie z butelkami". Też drogi. Ale w sobotę po 16-tej już widzieliśmy zawianych ... W supermarkecie widzieliśmy tylko takie wino: /kolejne zdjęcie, nie akceptowane, z winem bezalkoholowym/ Drugiego dnia ruszamy w trasę - najpierw jedziemy na południe, a potem na wschód. Widzimy wiele zachwycających, absolutnie pustych lub z małym ruchem plaż, z białym piaseczkiem koralowym, z płytkim błękitem i granatową rafą i głębią. Takich, jakie -podrasowane- oglądamy na obrazkach katalogowych biur podróży ... Te z widokiem na Antarktydę są tak samo zachwycające jak te z widokiem na Malediwy ... Po drodze przejeżdżamy przez tereny winne, więc jako urodzeni alkoholicy pozwalamy sobie na wizytę w jednej z wytwórni. Przez przypadek okazuje się, że obsypanej lokalnymi nagrodami. Na 180 ha, czyli na ogromnym obszarze, produkują 10 różnych szczepów winogron, a tworzone z nich wina sprzedają jako każdy szczep osobno, bez mieszania - w dodatku bardzo młode (rocznik 2015 już był w sprzedaży). Ceny oczywiście z księżyca. Nie jest to co prawda najsławniejszy winny rejon Australii, ale to, że występuje tu dużo wapieni (z raf) pozwala mniemać, że warunki uprawy są co najmniej niezłe. Zaczynamy jednak rozumieć, co powoduje różnicę organoleptyczną między winami francuskimi a australijskimi ... Po drodze, na mokradłach, rosną największe, tzw. czerwone eukaliptusy. Osiągają do 70 m wysokości, a ze względu na "słoniową łapę" u podstawy w obwodzie mogą mieć nawet kilkanaście metrów. Mają bardzo płytki system korzeniowy, więc stosunkowo łatwo je przewrócić, za to niewielką krzywdę robi im ogień - ot, po prostu, powstaje dziupla, a drzewo rośnie dalej ..../zdjęcie, problem j.w./Postanowiliśmy strawersować Australię, samochodem, z Perth do Sydney. Mamy na to prawie trzy tygodnie. Na początkową część drogi wybraliśmy tzw.Drogę Centralną, bitą, biegnącą przez część kraju zamieszkałą przez Aborygenów. Ale zaczęły się schody - trzeba mieć na to pozwolenia; żeby załatwić pozwolenie, trzeba znać numer samochodu - a my weźmiemy go z wypożyczalni, więc go nie znamy. Gdy później okazało się, że zamiast samochodu 4x4 dostaliśmy 2x4, że nie powinniśmy wjeżdżać na drogi bite, postanowiliśmy nie kopać się z koniem i pojechać drogą południową. Dodatkowym argumentem było to, że na południu też było parę interesujących nas miejsc. Jako że jesteśmy bardziej ludźmi natury niż kultury, najbardziej ciekawi nas przyroda. Choć pewnie Mony Lisy albo innego Apolla Belwederskiego nie ominęlibyśmy szerokim łukiem ... Zakupilśmy pakiet internetowy do różowej tabletki i ruszamy. O kierownicy z prawej strony wiedzieliśmy, o automatycznej, niestety, skrzyni biegów też, ale dodatkowo zaskoczyła nas zamiana stron kierunkowskazów i wycieraczek. Jeszcze tylko montujemy małą flagę - i w drogę. Pierwszy dzień relaksowy. Wyspa Pingwinów. Zbudowana z korali. Ma średnicę ok. 1 km i mnożą się na niej nie tylko te ptaki, ale również pelikany, ostrygojady i 6 gatunków mew (my wypatrzyliśmy trzy). Latający pelikan robi ogromne wrażenie, bo to ciężki ptak. Mewy się akurat mnożyły, więc jedna podrapała mnie po głowie, przeganiając (Alfred Hitchhock się kłania), ale inna pokazała jajko, które wysiadywała, a wiele pyszniło się maluchami - nielotami. Za to pingwinki, których żyje tu kilkaset, poszły na cały dzień polować- wracają dopiero na noc. Trzeba przyjeżdżać w styczniu, bo wtedy wysiadują młode ... A tak widzieliśmy kilka w konserwatorium - nie było widać, że potrzebują pomocy człowieka. Cudne 30-centymetrówki, ledwo chodzące po skałkach na króciutkich łapkach, za to w wodzie pokazały klasę jak delfiny. @@@@@@ Drogi i budynki przypominają bardziej Stany niż Europę. Dużo wspólnych terenów zielonych, parterowe domy lub w centrum miasta wieżowce. Drogi bardziej opisane niż wyznakowane, ale tak, że trudno się pogubić. Strasznie drogo, na razie tylko benzyna tania - 3zł. W supermarketach nie ma alkoholu, tylko w "sklepie z butelkami". Też drogi. Ale w sobotę po 16-tej już widzieliśmy zawianych ... W supermarkecie widzieliśmy tylko takie wino: @@@@@@ Drugiego dnia ruszamy w trasę - najpierw jedziemy na południe, a potem na wschód. Widzimy wiele zachwycających, absolutnie pustych lub z małym ruchem plaż, z białym piaseczkiem koralowym, z płytkim błękitem i granatową rafą i głębią. Takich, jakie -podrasowane- oglądamy na obrazkach katalogowych biur podróży ... Te z widokiem na Antarktydę są tak samo zachwycające jak te z widokiem na Malediwy ... Po drodze przejeżdżamy przez tereny winne, więc jako urodzeni alkoholicy pozwalamy sobie na wizytę w jednej z wytwórni. Przez przypadek okazuje się, że obsypanej lokalnymi nagrodami. Na 180 ha, czyli na ogromnym obszarze, produkują 10 różnych szczepów winogron, a tworzone z nich wina sprzedają jako każdy szczep osobno, bez mieszania - w dodatku bardzo młode (rocznik 2015 już był w sprzedaży). Ceny oczywiście z księżyca. Nie jest to co prawda najsławniejszy winny rejon Australii, ale to, że występuje tu dużo wapieni (z raf) pozwala mniemać, że warunki uprawy są co najmniej niezłe. Zaczynamy jednak rozumieć, co powoduje różnicę organoleptyczną między winami francuskimi a australijskimi ... Po drodze, na mokradłach, rosną największe, tzw. czerwone eukaliptusy. Osiągają do 70 m wysokości, a ze względu na "słoniową łapę" u podstawy w obwodzie mogą mieć nawet kilkanaście metrów. Mają bardzo płytki system korzeniowy, więc stosunkowo łatwo je przewrócić, za to niewielką krzywdę robi im ogień - ot, po prostu, powstaje dziupla, a drzewo rośnie dalej ....@@@@@ Odwiedziliśmy też różowe jezioro. Niestety, schowało swoje kolory na lepszą, cieplejszą porę. W słonej wodzie przyoceanicznego jeziora żyją algi, wytrzymujące aż do 35% zasolenia. I, gdy zasolenie staje się większe niż oceaniczne, a temperatury są wysokie, algi zaczynają wytwarzać karoten, dający ten niesamowity efekt kolorystyczny. No cóż, może kiedyś ... Przejeżdżamy przez busz, pełen niższych i wyższych krzewów bądź drzewek, gęsty, z zielenią bardziej zszarzałą, dojrzałą niż jasną, do której jesteśmy przyzwyczajeni na wiosnę. Liście niewielkie, a korony drzewek bardziej przypominają mi kwiatostan aszego krwawnika, niż nasze kule drzew. Widać, że wody jest nawet tu, na południu, mniej niż u nas. Pobocza szerokie, bezpieczne. Ale jest wiosna, więc ptaki "gadają" jak oszalałe. Z wyróżnających się dostrzegamy papugi - jedną wielkości kakadu, w zszarzałej czerwieni, dwie zielone nimfy. Jednego strusia. I - ku ogromnemu zaskoczeniu - widzimy w buszu wielbłąda, dromadera. Ponoć na przełomie XIX i XX Afgańczycy coś budowali w Australii, a po skończeniu kazano im pozbyć się "ryczących narzędzi". Ludziom jednak żal było zabijać współtowarzyszy pracy, więc po prostu pognali je w pustynię, a one dały sobie radę. I dają do dziś. No i niestety, widzimy kangury. Piszę "niestety", bo widzimy liczne, martwe przy drogach. Po prostu hekatomba. Żywego ani jednego. Pewnie jeszcze je zobaczymy, ale to istotny powód, żeby nie jeździć w nocy. Szybę przednią mamy co chwilę upstrzoną muchami jak obraz Najjaśniejszego Pana. I zdarzają się ataki masowe, gdzie nagle, w ciągu dwóch sekund, przejeżdżamy całą kolonię owadów, które zostawiają nam licznych martwych przedstawicieli na szybie. Przejeżdżamy najdłuższą prostą w Australii - 146 km. Jedzie się przyjemnie, bezpiecznie. I tylko myśl natrętna się pałęta - dlaczego to przeszkadza europejskim urzędnikom i uznają, że zakręt musi być, co maksimum, bodajże 3 km? Co 100, 200 km jest "miejscowość". Często ze stacją benzynową, możliwością noclegu, sklepem. Na przykład takiej wielkości:@@@@@ Na trasie widzimy jeszcze dwie osobliwości: tzw.pociągi drogowe, czyli tiry z kilkoma przyczepami (widzieliśmy informację, że mogą mieć do 36.m) oraz awaryjne lotniska na drodze. Czwartego dnia po przylocie wjeżdżamy do Australii Południowej. I tu zaskoczenie - zmiana czasu o dwie i pół godziny w stosunku do Perth. Drugie zaskoczenie - czterysta kilometrów wcześniej zmieniliśmy czas o trzy kwadranse ... Do tej pory wydawało nam się, że strefy czasowe liczy się co godzinę, z wyjątkiem Iranu i Korei Północnej, gdzie czas zmienia się o pół godziny. Teraz już wiemy - wydawało nam się. Odwiedziliśmy też różowe jezioro. Niestety, schowało swoje kolory na lepszą, cieplejszą porę. W słonej wodzie przyoceanicznego jeziora żyją algi, wytrzymujące aż do 35% zasolenia. I, gdy zasolenie staje się większe niż oceaniczne, a temperatury są wysokie, algi zaczynają wytwarzać karoten, dający ten niesamowity efekt kolorystyczny. No cóż, może kiedyś ... Przejeżdżamy przez busz, pełen niższych i wyższych krzewów bądź drzewek, gęsty, z zielenią bardziej zszarzałą, dojrzałą niż jasną, do której jesteśmy przyzwyczajeni na wiosnę. Liście niewielkie, a korony drzewek bardziej przypominają mi kwiatostan aszego krwawnika, niż nasze kule drzew. Widać, że wody jest nawet tu, na południu, mniej niż u nas. Pobocza szerokie, bezpieczne. Ale jest wiosna, więc ptaki "gadają" jak oszalałe. Z wyróżnających się dostrzegamy papugi - jedną wielkości kakadu, w zszarzałej czerwieni, dwie zielone nimfy. Jednego strusia. I - ku ogromnemu zaskoczeniu - widzimy w buszu wielbłąda, dromadera. Ponoć na przełomie XIX i XX Afgańczycy coś budowali w Australii, a po skończeniu kazano im pozbyć się "ryczących narzędzi". Ludziom jednak żal było zabijać współtowarzyszy pracy, więc po prostu pognali je w pustynię, a one dały sobie radę. I dają do dziś. No i niestety, widzimy kangury. Piszę "niestety", bo widzimy liczne, martwe przy drogach. Po prostu hekatomba. Żywego ani jednego. Pewnie jeszcze je zobaczymy, ale to istotny powód, żeby nie jeździć w nocy. Szybę przednią mamy co chwilę upstrzoną muchami jak obraz Najjaśniejszego Pana. I zdarzają się ataki masowe, gdzie nagle, w ciągu dwóch sekund, przejeżdżamy całą kolonię owadów, które zostawiają nam licznych martwych przedstawicieli na szybie. Przejeżdżamy najdłuższą prostą w Australii - 146 km. Jedzie się przyjemnie, bezpiecznie. I tylko myśl natrętna się pałęta - dlaczego to przeszkadza europejskim urzędnikom i uznają, że zakręt musi być, co maksimum, bodajże 3 km? Co 100, 200 km jest "miejscowość". Często ze stacją benzynową, możliwością noclegu, sklepem. Na przykład takiej wielkości:/zdjęcie/ Na trasie widzimy jeszcze dwie osobliwości: tzw.pociągi drogowe, czyli tiry z kilkoma przyczepami (widzieliśmy informację, że mogą mieć do 36.m) oraz awaryjne lotniska na drodze. Czwartego dnia po przylocie wjeżdżamy do Australii Południowej. I tu zaskoczenie - zmiana czasu o dwie i pół godziny w stosunku do Perth. Drugie zaskoczenie - czterysta kilometrów wcześniej zmieniliśmy czas o trzy kwadranse ... Do tej pory wydawało nam się, że strefy czasowe liczy się co godzinę, z wyjątkiem Iranu i Korei Północnej, gdzie czas zmienia się o pół godziny. Teraz już wiemy - wydawało nam się.

  • #2
    Tam, gdzie są @@@@@, były zdjęcia. Nie weszły, bo ... nie weszły. Nie umiem, albo strona stawia za duże wymagania -( I powstawiałam akapity, które mi zjadło -( przepraszam.

    Komentarz


    • oldi
      oldi skomentowane
      Edycja komentarza
      Barwna, fajnie pisana opowieść , aż szkoda by jej dodatkowo nie ubarwić zdjęciami.
      Zapewne leżą na jakimś serwerze, więc wystarczy na zdjęciu z prawokliku myszki wybrać
      "kopiuj grafikę" i w treści postu również z prawokliku myszki wybrać "wklej"
      Inną opcją jest wybranie "Kopiuj adres URL grafiki" po czym w tekście na forum
      umieścić ów adres poprzez "wklej" pomiędzy takimi dwoma znacznikami:
      [img] tu bez spacji wklejamy adres grafiki [/img]
      Ostatnio edytowane przez oldi ; https://www.wakacje.pl/forum/member/39090-oldi o 13th October 2015, H:i

  • #3
    Dotarliśmy do środka Australii i ruszamy ku północy. Busz eukaliptusowy powoli przechodzi w pustynię, a właściwie w półpustynię. Według przewodnika jest szara i brudna, nam wydaje się, że jest piękna i zielona - to oczywiście dzięki wiośnie, podczas której nawet pustynia kwitnie ... Dzięki uzyskanej podpowiedzi dowiadujemy się, gdzie skręcić w boczne od bocznych drogi, żeby wreszcie zobaczyć kangury. I jest! Piękny, duży, bardziej kicający niż skaczący przez pole młodej pszenicy olbrzym. Był przy tym bezszelestny ... Jedziemy kawałek dalej bocznymi drogami i widzimy zwierzaka przypominającego niebieskiego kota - to musiała być pałanka vel kitanka lisia vel lis workowaty. Szybki w ruchach, spłoszył się pod wpływem dźwięku pękniętej gałązki. Na pustyni przy samej drodze stoi dumnie Mama Emu z trójką przychówku. Nie płoszy się, po chwili spokojnie oddala. Widzimy jeszcze ogromną stonogę, taką aktorkę z horrorów - miała długość ok.30 cm - i szybką jaszczurkę, długości ok.60cm. Docieramy do Cooper Pedy, miejscowości górniczej opali, gdzie większość budynków znajduje się w podziemnych wyrobiskach. Już teraz jest 35. stopni, więc w lecie musi być to prawdziwa ochłoda ... Opale zaliczają się do kamieni szlachetnych - to uwodniona krzemionka, więc znajduje się ich najwięcej w skałach, przez które płynie woda. Cała okolica pełna jest kilkumetrowych stożków, powstałych po przekopamiu i przesianiu kamieni, a całe miasteczko pełne jest punktów sprzedaży opali. Spotykamy człowieka, który zajął się maluchem z torby potrąconej samochodem kangurzycy - karmi, matkuje mu i stwarza warunki torbopodobne. Trudno się nie rozczulić na taki widok:@@@@@@ Jedziemy dalej na północ. Mijamy "płot dingo", najdłuższy na świecie płot i jedną z dłuższych budowli - ma ponad 5600 km. Wybudowano go w kierunku równoleżnikowym pod koniec XIX wieku, by ochronić południowe pastwiska owiec przed drapieżnikami. Mijamy granicę Terytorium Północnego i znowu majstrujemy przy zegarkach, tym razem cofając je o godzinę. Półpustynia zamieniła się w busz wykorzystywany jako pastwisko. W międzyczasie przybiegają nam drogę całkiem potężne warany. A kolejnym zabitym kangurem zajęły się dwa orły. Jednemu udało się zrobić zdjęcie:@@@@@ Docieramy do parku narodowego Uluru. Króluje w nim święta dla Aborygenów góra Ayers Rock. To właściwie czerwona skała, wyrastająca z płaskiego terenu, co prawda również czerwonego. Zbudowana z prekambryjskiego piaskowca, jest znacznie twardsza od otoczenia, co bardzo wyraźnie widać. Wygląda jak monolit, choć po przyjrzeniu się widać, że warstwy sedymentacyjne przebiegają w kilku różnych kierunkach. Ma kilka jaskinii, a od północnej podszczytowej strony widać kilka wzorów, które bardzo kojarzą się z portretami istot żywych. Jej zachodnia strona jest miejscem świętym dla aborygeńskich kobiet, wschodnia - dla mężczyzn. Obecnie rozpoczęto proces doceniania klasycznego trybu życia Aborygenów, choć zadanych paru pokoleniom cierpień raczej nic nie zwróci ... Podsumowaniem tego jest pewien powtarzany z pamięci, dziś przeczytany cytat: "choć nie wiedzieliśmy, co to szkoła, byliśmy zdrowi, szczęśliwi, wiedzieliśmy, jak należy się zachowywać i żyliśmy długo. Do czasu, gdy zabrali nam to biali przybysze". Jak w większości społeczeństw pierwotnych, kobiety zajmowały się zbieractwem, mężczyźni myślistwem. Dziś starają się odtworzyć ze swojej kultury jak najwięcej. Takiego miejsca nie można po prostu "zaliczyć", zwłaszcza że wrażenie niezwykłości wzrosło gwałtownie, gdy je zobaczyliśmy. Postanowiliśmy obejść górę dookoła - trasa prawie 11 km byłaby łatwa i przyjemna, gdyby nie muchy. Zlatywały się do nas jak do miodu, Kolega Małżonek miał muchy w nosie, ja tylko w oczach. Dodatkowym utrudnieniem była temperatura - 40 stopni, temperatura graniczna, przy której trasa jest zamykana. Skończyło się na przejściu połowy trasy, tej ładniejszej i rzadziej pokazywanej, a dalej skorzystaliśmy z autostopu. Ludzie życzliwi są wszędzie.

    Komentarz


    • #4
      Oldi Bardzo dziękuję za podpowiedź. Niestety, zdjęcia mam w pamięci tabletki i dalej nie umiem ich wkleić -( może w domu bym dała radę, ale jestem w warunkach polowych. No i dalej nie umiem zachować akapitów -(

      Komentarz


      • oldi
        oldi skomentowane
        Edycja komentarza
        Pewnie piszesz z tabletu czy tam jakiegoś iPada lub iPhona, wtedy akapity niestety się nie udają.
        Zdjęcia z pamięci wsadzisz tylko do wielkości maks. 100 kB przez kliknięcie w formatce postu wielkiej litery A i wybranie ikonki "zdjęcie", a następnie zakładki "upload".

    • #5
      Łatwiejszym od zmniejszania zdjęć i wczytywania ich okazało się założenie stronki ... www kajkaikokosz.internetdsl.pl Przepraszam, na razie nie potrafię inaczej -(

      Komentarz


      • #6
        Miło się Was czytało Kajka i Kokosz!
        Dzięki za taką eskapadę
        Polskie akcenty podnoszą na duchu, i to wdzięczne małe co nieco.

        Komentarz



        Zobacz także

        Przerwany

        Porównaj oferty biur podróży na wakacje i wczasy Australia, wybierz ekskluzywny pakiet z wszystkim w cenie all inclusive. Atrakcyjne i tanie oferty wyjazdów last minute. Zanim wybierzesz się na wakacje przeczytaj opinie o apartamentach i hotelach.Zobacz oferty na lato 2014 firstminute do 35% taniej.
        Trwa
        X