Ogłoszenie

Przerwany
Nie masz jeszcze żadnego powiadomienia.

Alesund

Przerwany
X
  • Filtruj
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
nowe posty

  • Alesund

    W związku z małą ilość cyfr na odliczance, czas na pakowanie. Wylot już w czwartek.
    Ktoś jeszcze może jedzie szukać trolli i maskonurów??? Jakby co zbiórka na lotnisku
    Idziemy się pakować.......cdn..................

  • #2
    Jak znaleźć dobrą ofertę na weekend czy to majowy czy inny?
    Ja odpowiedzi nie znam, ale udało nam się w dwa może trzy tygodnie zorganizować sobie i dzieciakom wyjazd na trzy dni do Alesund w Norwegii. Za każdym razem jak ktoś wymawia Norwegia to synonimem jest drogo. Nie wiem czy jest to do końca dobre porównanie.
    Tanio nie jest, ale nie nastawiamy się na wyjazd który ma nas kosztować więcej niż przyjemność z samego wyjazdu.
    Kilka cyfr, a potem opowieści Sam lot dla dwóch osób dorosłych i dzieciaków w przedziale 3-14 lat z małym bagażem 52*25* na ileś jeszcze centymetrów w dwie strony, bo dolecieliśmy i wróciliśmy kotowały nas 754zł, przy naszych 3,5 pasażerach to daje kwotę na 1 osobę 215zł. Hotel ok.2000zł ze śniadaniem na 3 dni i 3 noce czyli 571zł/os, czyli 190zł/dzień (ze śniadaniem jakby ktoś zapomniał), 2000zł wydaliśmy na pamiątki, obiady, kolacje, transfery autobusowe z lotniska do Alesund i curyk, dojazd do Oceanarium i wejście do niego, przejażdżka ciufcią po Alesund plus wjazd na punkt widokowy Aksla, czyli znowu 571zł/os. W sumie taka trzydniówka od rana do wieczora wyszła ok. 1357zł/os nie mało i nie dużo. Ale to Norwegia. Loty już przed samym terminem kształtowały się na poziomie nawet 2500zł za nasze 3,5 osoby. Może i udało się cos jeszcze z tego zejść, gdybyśmy planowali to wcześniej, a tak wyszedł spontan i jesteśmy z niego zadowoleni, znaczy ze spontanu i wyjazdu.
    Jak to się zaczęło???
    Jak już pisałem nie mieliśmy planu, po drodze uciekł nam weekend majowy, zostało Boże Ciało. Nad morzem naszym i drogo i zimno, do gór za daleko, chociaż ładnie, transportowanie się gdziekolwiek z dzieciakami autobusem, to nie dla nas, nie mamy tyle siły i nerwów
    Została wyszukiwarka lotów. Pierwszy krok skąd lecimy? Wiadomo z GDN od razu mamy kierunki które mamy. Kolejna bariera to czas, nam pasowała środa po południu na początek, a na powrót niedziela w porze nocnej. Jak już nie pasowały nam środy, ceny, to zostały czwartki i niedziele. Jak się znalazło tani lot, czyli średnio w jedną stronę ok.79zł, to szukamy hotelu, albo innego czegoś z łóżkiem i chociaż śniadaniem. W Alesund hoteli nie brakuje, ale i ceny są różne. Hotel który ostatecznie wybraliśmy od samego początku nam nie pasował, ale po konfrontacji i porównaniu cen wypadło na First Atlantic. Miły z widokiem na port lub kanał portowy (my to drugie), blisko dworca autobusowego, w samym centrum miasta.
    Mamy bilety, mamy hotel, trzeba się spakować i czekać aż nastanie weekend zwany długim
    cdn...........

    Komentarz


    • #3
      Czytam Tomku i czekam na ciąg dalszy opowieści

      Komentarz


      • #4
        Cześć Alu miło Ciebie widzieć.

        Komentarz


        • #5
          Czytamy i my
          Witaj tomlee28 z Rodzinką!

          Komentarz


          • #6
            Jestem
            Pięknie! I co było dalej???

            Komentarz


            • #7
              Hej Tomek
              Oldi, gaan
              Czekamy.....

              Komentarz


              • #8
                cd....mamy weekend majowy vol.2 czyli po naszemu czwartek, młodszy jegomość przed wyjazdem na lotnisko wymyślił sobie słówko do powtarzania i było to słówko na literkę "b", a było to słowa b.o.m.b.a Jakby sobie nie mógł przed wyjazdem na lotnisko wymyśleć innego słowa. No nic może zapomni? Spakowani, do auta i na lotnisko. Widząc, że pewne osobniki muszą przed wejściem do samolotu jeszcze się pobawić, to meldujemy się na 2 godziny przed odlotem mimo, że mamy tylko bagaże podręczne plus wózek mały dla młodego, bo ja jestem stary i nie dam rady nosić na rękach. Wózek odprawiony, małża kontrola z rękami u góry, ma ona szczęście, co lotnisko to łapki w górę. Potem kierunek plac zabaw, w wolnocłowym tylko woda, żeby czasem nas w NOR nie zamknęli za posiadanie dzieci i alkoholu
                Samolot przyfrunął, mu powolutku do latającej rury, rura pełna ludzi, więc po coś tam jadą, coś tam musi być
                Lot spokojny, godzina i 30, albo 40 minut. Lądujemy jest wieczór, ale jak nie wieczór. Cóż tak tu mają te trolle i wikingowie. Jakoś dziwne wyjście z lotniska, dziwny bo przez sklep wolnocłowy, wygląda jakbyśmy pracowali na zapleczu tego sklepu, a nie wysiedli z samolotu.
                No nic, tak tu mają, czekamy na taśmę, taśma się kręci zabieramy wózek i na przystanek, który jest pod samym wejściem na terminal.
                Autobus komunikacji miejskiej, odjeżdża po ok.30 minutach po przylocie, więc wszyscy zdążą. Swoją drogą to większość nie wybierała autobusu. Przychodzi kierowca z portmonetką jak arbuz, zasiada wygodnie, otwiera luk bagażowy, kolejka krótka. Kupujemy bilety, młody za darmochę. Jedziemy, widoki ja to w tej części, góry a w górach śnieg, do tego lasy oraz zatoczki. Miód malina. Po chwili kierowca coś nawija po norwesku, a za chwilę to samo po angielsku, czyli haj i helo jest blabla, nasz autobus jedzie do Alesund, tyle i tyle kilometrów, będziemy jechać tyle i tyle czasu. Bardzo miło, nie do pomyślenia u nas na wsi i mieście w PKSie Droga malownicza, z wyspy jednej na drugą i drugiej na trzecią prujemy przez tunele. Normalnie szok, tyle kilometrów to chyba w całej Polsce nie ma. Jest i nasze Alesund, wysiadamy i za 5 minut jesteśmy w hotelu. pora późna. W recepcji już na nas czekają, do mnie nawijają po norwesku, do małży po angielsku. Nie wiem co oni we mnie widzą, że tak bez krępacji ukl ukl jo. Kierunek winda, piętro 6. Otwieramy i jest ok, normalnie tyle miejsca, że mieści się sofa, łózko małżeńskie i młodego łóżeczko na specjalne życzenie Co tam pokój, jak jest taras i są widoki na kanały i miasto.
                Jak już się ogarnęliśmy to było grubo po 23.00!!! po 23.00, a za oknem od jakiś kilku godzin jak dla mnie 19.00. Oni tak tu mają, co więcej, o 24 i o 1.00 jest tez jak o 19.00. Oni są nienormalni. Ale chyb ok.1-2 zasypiamy. Aaaaaa, między 23 i 24 był jeszcze mini spacer, bo jak tu spać, jak im to słońce nie chowa się tak jak u nas. Wariactwo. Rano będzie śniadanie, stół szwedzki w Norwegii cdn...........

                Komentarz


                • #9
                  ooooo znalazłem i ja....Tomlee...bardzo dziękuję za pisanie.....

                  Komentarz


                  • #10
                    Cześć Mat, Ala, Gann i Oldi cdn.......

                    Komentarz


                    • #11
                      Fajnie z tym słońcem o północy

                      Komentarz


                      • #12
                        Tomuś - dzięki za cd.
                        Co do słonka o północy to u nas byłby problem...przyrost naturalny i tak (ponoć) niski całkiem by zmalał
                        Hej Oldi i Mat

                        Komentarz


                        • #13
                          Hej jak się obrobię choć ciut ciut, to będę dalej relacjonował, jeszcze kilka dni zostało do przegadania........

                          Komentarz


                          • #14
                            cd.....Mamy piątek więc śniadanie do 10.00, śniadanie jak śniadanie, oczywiście, że pewne narody zwłaszcza znad Wisły jak się czyta fora, używają sformułowania "monotonne". Nie wiem o co im chodzi, bo monotonie to może jest w domu, albo w ogóle, ale na urlopie, jest smacznie, nie muszę tego śniadania robić i zawsze mi smakuje. Jakoś nie byliśmy tym razem zaskoczeni. Lubimy parówki, lubimy, jaka sadzone, lubimy bekon, jaja na twardo i miękko również. Możemy tak codziennie i nie wydaje nam się to monotonne. Aaaaa i obowiązkowo owsianka. No może nie było monotonnie bo był arbuz i ananas. Nie wiem o co chodzi tzw. rodakom z tą monotonnością. Nawet codziennie kawę piliśmy i nie wydawało nam się to monotonne. Śniadanie w brzuchu, czas na oblukanie i obczajenie Alesund. Coś czytaliśmy, coś słyszeliśmy, ale trzeba to sprawdzić. Sezon zaczyna się od czerwca, tak więc pewne ograniczenia były. Pierwsze to informacja turystyczna, bierzemy ją na pierwszy ogień bo w maju czynna tylko od poniedziałku do piątku. Makulatury zbierać nie lubimy, przeglądamy ulotki, przewodniki, foldery. Jest tego cała masa. Zerkamy co jest czynne i czy informacje te pokrywają się z tym co wyczytaliśmy w przewodnikach. Zabieramy mapy i idziemy uliczkami wzdłuż portu, aż hen na sam jego koniec. Po drodze wcześniej wspomniany punkt informacji turystycznej, kuter ze świeżymi krabami, przystań promowa, na końcu nabrzeże z widokiem na miasto i port, w oddali wysepki, do których co chwile startują promy o konstrukcji katamaranów. Jest chyba południe więc czas na lody, nikt o obiedzie nie myśli skoro dwie godziny temu skończyło się śniadanie. Jak lody to lody, a jak lody z dziećmi to klejące ręce, jak dzieci i lody to plac zabaw. No i tak to się kręciło, w przenośni i na fakcie. Plac zabaw to wielki dysk, albo jak kto woli talerz głęboki do zupy, który się kręci i jest nachylony do podłoża pod niewielkim kątem. Ja i małża siedzimy na ławce, wpatrujemy się w ośnieżone czubki gór, które wystają ponad kamienice Alesund, słonko napitala nas po buziach. Luz. No nie do końca, w tym talerzu albo dysku, jak kto woli jest dwójka dzieci, naszych dzieci, do tego z lodami, a talerz zwany dyskiem się kręci. My prawie na luzie, oni na pełnym luzie, a turyści z wycieczkowca Costa Pacifica nie mogą się napatrzeć jak można się kręcić, kulać i jeść lody. Jest wesoło. Jak jest wesoło, to taką zabawę ciężko przerwać, a trzeba, bo to pierwszy dzień, a poruszać się trochę trzeba. No to w drogę. Z ciekawości ja z młodą wchodzimy do piekarni. Chleb kosztuje tyle co u nas 5 bochenków, z grubsza 15zł.
                            Piekarnia ciekawa, bo starawa, a do tego masa zdjęć na ścianach pokazujących jak miasto się zmieniało. W pewnym momencie do sklepu próbuje wejść małża z młodym pchając nie wiedzieć czemu wózek. Jak to zobaczyła kasjerka, zrobił się popłoch, nie zdążyliśmy się zorientować o co chodzi, a chodziło o to, że ta kasjerka wygoniła wszystkich z kolejki, żeby oni małży pomogli wejść do piekarni. No szok, jaka miła pani i kolejkowicze również Ja już chciałem chleb kupić, bo jak tak nas lubią i mili są, żeby nie było, że tylko sobie fotografie na ścianach oglądamy, ale i tak go nie kupiłem, bo na co mi. Kolejny punkt to najstarsza albo jak kto woli reprezentacyjna ulica Kongens gate.
                            Czyli taka nasza Długa w Gdańsku, albo Piotrkowska w Łodzi. Krótka ta ulica, ładna, nie za brzydka, fasady domów zdobione kwitami, secesja na to mówią, a czasem słoneczniki i róże Jest i najwęższa kamienica w mieście 2,94m. Nie mierzyłem, bo i po co skoro by nie kłamali. Drepczemy, truchtamy, zadzieramy nosy do góry, piknie tu mają. Jak na Norwegię to dużo tulipanów, no i co krok jakieś rzeźby, a to dzieciaka z gazetami, a to sarenka w tulipanach obok czerwonej budki telefonicznej, a to kurtka na haku wisząca. Miasteczko przedzielone kanałem portowym. Byliśmy po tej stronie, idziemy na tamtą. tamta to ta gdzie kościół, latarnia i muzea. Póki co drepczemy, żeby się upewnić czy to co widać to to samo co piszą w przewodnikach, o dziwo wszystko się zgadza. Większość otwarta w soboty i niedziele.
                            Jak już jesteśmy po tej stronie to idziemy na przystań promową, gdzie stoi zacumowane wielkie blaszane bydle, popularnie nazywane wycieczkowcem. Wycieczkowiec z serii Costa, tej samej serii co to włoski kapitanik popisując się przed młodą siksą zatopił takiego kolosa i kilkunastu ludzi. Ten wycieczkowiec stał zacumowany i był przeogromny, widać było go prawie z każdego miejsca w mieście. Dla nas dobrze, że przypłynął bo na tą okoliczność w ten właśnie piątkowy dzień po mieście kursował pociąg tzw. city tours. My jak my, ale dzieciaki lubią takie pierdułkowate atrakcje, więc czego się nie robi dla dzieci. A i dla nas była to fajna i ciekawa zabawa. Bilety kupione, zostały jeszcze dwa kursy o 15 i 16, jedziemy o 15, mamy trochę czasu, są wolne miejsca. Hotel w zasięgu ręki, lecę zostawić młodego wózek, bo nam się nie przyda. Wracam, reszta w komplecie, nikt się nie zgubił, czekamy na naszą ciufcie. Przyjeżdża punktualnie, słuchawki, lektorzy chyba w siedmiu językach opowiadają o Alesund, o jego zabytkach, historii. Istotne dla nas było przejechać się tym pociągiem, ponieważ na swojej trasie miał punkt widokowy Aksla, z cudownym widokiem nie tylko na miasto, ale i na okoliczne wyspy. A wiadomo, że z moją ekipą byłoby trudno wejść na szczyt o własnych siłach. Dali by radę, ale pewnie by mnie przeklinali. Padło na city train.
                            cdn............................................

                            Komentarz


                            • #15
                              cd...................................
                              Jest nasza ciufcia, no to jedziemy, dla dzieciaków słuchawki to też zabawa, więc ja słucham po ang., małża tyż, córa po ruskiemu, a młody po hiszpańsku, układa nam się wszystkim przecudna historia Alesund. Jak już pisąłem grunt to wjechać na Aksle. A żeby tam wjechać to mała lokomotywa trochę musi się namęczyć. Wzgórza i jej bunkry i fortyfikację budowali polscy i radzieccy jeńcy. Wredne szkopy miały tu niezłe bunkry. Widoki cudne, całe 10 minut na podziwianie. Ja sobie tam wejdę na nogach, a co, dam radę!!!
                              Było pod górkę, teraz wracamy do miasta. mały trip i po 60-70 minutach koniec naszej wyprawy. Ok. 16.30 jesteśmy w hotelu, z naszego tarasu widzimy knajpkę pizza i kebab w jednym. Idziemy blisko i tanio. A co najważniejsze, interes prowadzi Polka i Norweg. Miło, tanio, smacznie i dużo. Po tym jak się opchaliśmy idziemy na spacer w kierunku szkoły, która mieści się na wzgórzu za kościołem. Młodzież norweska akurat bawi się w parku na urodzinach znajomych, widoki Alesund przepiękne. Potem powrót do hotelu. A i jeszcze pożegnanie Costy. Wyje Bocielli, że czas już się pożegnać, w całym mieście słychać hit Andrea. Żeby było śmieszniej w sobotę wieczorem w tv będzie jego koncert z hitami kinowymi. Przipadek Czas na spanie, długi i intensywny piątek, jest tak jasno, że całe Alesund można zwiedzić w jeden dzień Jutro sobota, w planie Oceanarium, tak aby w niedzielę nie latać z językiem na plecach. W planie też poranek na Aksli, zobaczymy może się uda. W sobotę śniadania są do 11.00 ........... idziemy spać, chociaż za oknem jasno jak jasna cho.........cdn........

                              Komentarz



                              Zobacz także

                              Przerwany

                              Porównaj oferty biur podróży na wakacje i wczasy Norwegia, wybierz ekskluzywny pakiet z wszystkim w cenie all inclusive. Atrakcyjne i tanie oferty wyjazdów last minute. Zanim wybierzesz się na wakacje przeczytaj opinie o apartamentach i hotelach.Zobacz oferty na lato 2014 firstminute do 35% taniej.
                              Trwa
                              X