Ogłoszenie

Przerwany
Nie masz jeszcze żadnego powiadomienia.

RPA-tanie ale wspaniale wycieczki organizowane przez wlasciciela firmy

Przerwany
X
 
  • Filtruj
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
nowe posty

  • RPA-tanie ale wspaniale wycieczki organizowane przez wlasciciela firmy

    Witam serdecznie!Mieszkam w Johannesburgu od 23 lat i prowadze bizness turystyczny.Jezeli ktos sie wybiera na wycieczke do RPA, z wielka przyjemnoscia bede osobiscie jezdzil z panstwem po calym kraju Ceny bardzo dogodne poniewaz rezerwowanie jest bezposrednoi przezemnie -nie ma posrednikow,zatrudnionych przewodnikow,wynajetych samochodow i agencji turystycznych.Specjalizuje sie w grupach do 7 osob.Wycieczki w RPA sa jedne z najpiekniejszych przezyc. Jezeli ktos ma pytania, prosze kierowac na moj email - jarekp@mweb.co.za albo info@venueshuttleservices.co.za
    Odpowiem na wszystkie pytania i jesli ktos ma ochote na dyskusje o RPA, chetnie pogadam via Skype.Pozdrawiam serdecznie. Jarek Pochopien-Venue Shuttle Services-Johannesburg-RPA

  • #2
    Szkoda ze to ogloszenie nie wyplynelo 3 lata wczesniej. Teraz moze bym skorzystal...po moich doswiadczeniach z RPA .Bylem caly miesiac i napewno tam nie wroce(bezpieczenstwo)ale piekny kraj.Mam nadzieje ze nie zdzierasz mocno kasy i bezpiecznie prowadzisz grupy po ustalonych szlakach....Nie masz swojej strony ,tylko dajesz swoj email wiec domyslam sie ze wiesz co robisz i nie kasujesz za duzo bo to b.tani kraj.pozdrawiam

    Komentarz


    • #3
      Witam Dave i dziekuje za odpowiedz.Przykro mi ze miales jakies niekorzystne doswiadczenia w RPA.Ja jestem tu 23 late i odpukac, niemialem nigdy zadnego problemu,bylem i jezdze w miejsca gdzie urodzony mieszkaniec by nigdy nie pojechal.Pytanie mialbym czy byles sam czy z osoba tutejsza/firma/grupa ktora wie jak organizowac wycieczki i gdzie je planowac.Ja ostatnio mialem wspaniala grupe z Niemiec i oni powiedzieli mi ze(statystyki z Niemiec) Berlin jest 15 razy niebezpieczny jak Johannesburg.Jesli chodzi o ceny-odpowiedz prawie jest w moim pierwszym forum,dlaczego moje ceny sa najlepsze.Moja strona jest "under construction" -proboje zrobic rowniez polskojezyczny link w mojej nowej stronie.
      Jeszcze raz dziekuje Dave za komentarz i zapraszam znowu do RPA na wycieczke prowadzona prze zemnie.Pozdrawiam serdecznie.Jarek

      Komentarz


      • #4
        Witam serdecznie. Chcialbym wszystkich poinformowac ze moja firma Venue Shuttle Services w Johannesburgu na miesiac marzec(lato w RPA) ma cene specialna az do 40% znizka-juz od 3.500 zl(bez biletu lotniczego) od osoby, na wycieczke do RPA.Jesli ktos jest zainteresowany szczegolami, czekam na pytania.Pozdrawiam serdecznie.Jarek

        Komentarz


        • #5
          Super wycieczka na 10 dni-Johannesburg/Soweto/Pretoria/Sun City/Kruger National Park/Durban - JUZ OD ZL2500 - MINIMUM 4 OSOBY A MAXIMUM 7 OSOB.O szczegoly prosze pytac via email info@venueshuttleservices.co.za.Pozdrawiam serdecznie-Jarek

          Komentarz


          • #6
            Panie Jarku ja bardzo chetnie ale..... za rok. spadł mi Pan z nieba jako pomoc w realizacji marzeń męża. Mam nadzieję, że z Pańską pomocą uda mi się zrobić mężowi niespodziankę.

            Komentarz


            • #7
              Ryskka, to sprawdzimy,czy Tobie uda się prędzej czy mi,bo mnie RPA już od 2 lat "kręci"
              i mam nadzieję,że w końcu "zakręci".
              Też wolałabym indywidualnie,niż z BP...i tu może okazać się pomocna rola p.Jarka(:P)

              Komentarz


              • #8
                Serdecznie dziekuje wam za email. Jesli chcecie porozmawiac o RPA-zapraszam serdecznie na Skype to odpowiem na wszystkie pytania.Ja niedawno malem grupe z Polski to wszyscy byli tak zadowoleni ze nie chcieli wracac z powrotem do PL!!!!Na lotnisku w Johannesburgu wszyscy plakali ze musimy sie rozejsc.No coz- po dwoch tygodniach wspanialych wrazen,podrozy po parkach, grilowania w buszu itd., to sie nie ma co dziwic ze lzy sie pokazaly.Zapraszam na Skype(prosze mi dac wczesniej kiedy i o ktorej godzinie).Pozdrawiam serdecznie.Jarek-Venue Shuttle Services/Johannesburg/RPA

                Komentarz


                • #9
                  Ooonaa to może coś wykręcimy razem. Mnie też juz od kilku lat RPA chodzi po głowie ale najchętniej to takie 7+7 a tego nie ma żadne biuro. Moze też być objazd ale choc 2-3 dni wypoczynku.

                  Komentarz


                  • #10
                    Choć w RPA byliśmy już kilkanaście lat temu, to jednak nadal miło ten wyjazd wspominam.

                    Przylecieliśmy do Johanesburga i stamtąd zrobiliśmy wycieczkę do Sun City. Muszę przyznać, że pierwsze wrażenia nie były fascynujące. Johanesburg ze swą słynną dzielnicą nędzy Soweto w ogóle mi się nie spodobał, a Sun City jest bardzo kontrowersyjny. Owszem, podziwiam rozmach z jakim zagospodarowano ten skrawek pustyni, zamieniając go w oazę zieleni z licznymi stawami, basenami, luksusowymi hotelami, kasynami i polami golfowymi. Ale jak dla mnie to sztuczny twór, wręcz kiczowaty z wyszukanymi i przeładowanymi detalami architektonicznymi i zdobieniami. . Tym niemniej może zrobić wrażenie....

                    Naszą bazą wypadową był Durban, leżący nad Oceanem Indyjskim, gdzie mamy znajomych, którzy zorganizowali nam tam tygodniowy pobyt.

                    Mieszkaliśmy na nadmorskim bulwarze, wzdłuż którego stoją wysokie nowoczesne hotele. Wzdłuż plaży znajdują się tereny zielone, baseny, parki wodne i knajpki. Plaża piaszczysta, szeroka, ocean cieplutki.
                    Fale ogromne ,a zatem mnóstwo surferów. Nie są oni tu jednak bezpieczni, zresztą tak samo jak wszyscy inni kąpiący się. Zatoka Durbanu słynie bowiem z dużej liczby nieproszonych gości - rekinów.

                    Wprawdzie po kilku lub kilkunastu wypadkach śmiertelnych zainstalowano tu siatki ochronne broniące dostępu rekinów w okolice plaż, to jednak zdarza się, że chytre sztuki przedzierają się przez te zapory. Dlatego też jest zakaz kąpieli po zmroku.
                    Codziennie o świcie patrol wodny sprawdza co też złowiło się w te sieci. Widząc mój błagalny wzrok, znajomi załatwili nam taki rejsik łodzią. Była to bardzo ciekawa przejażdżka o świcie łódką ze strażnikami przyrody wzdłuż rozciągniętych sieci. Wprawdzie w czasie tego rejsu z sieci wyjęli tylko kilka zaplątanych ryb, ale bywa, że zapędzą się tu zarówno delfiny, jak i rekiny. Te ostatnie po odłowieniu i niestety zabiciu trafiają do Insty,tutu Naukowego gdzie są badane. My również uczestniczyliśmy w takiej sekcji zwłok, jak też zwiedzaliśmy muzeum poświęcone tym rybkom. I tam to właśnie dowiedziałam się, że na jednego człowieka zabitego przez rekiny przypada ponad dwa miliony rekinów zabitych przez ludzi.....

                    Miasto jest ładnie położone pomiędzy morzem a zielonymi wzgórzami.

                    W centrum sporo parków, szerokie aleje, trochę zabytkowych budynków w kolonialnym stylu, ale tuż obok nędzne dzielnice, do których lepiej się nie zapuszczać wieczorową porą.
                    Nasi znajomi tak się o nas bali, że najchętniej woziliby nas tylko autem, ale my i tak wymykaliśmy się na samotne eskapady, oczywiście starając się zbytnio nie ryzykować.
                    W okolicy dużego, ruchliwego portu znajduje się dzielnica w której kwitnie życie nocne, mnóstwo tu knajpek, barów i dyskotek.

                    Na dużym bazarze można kupić dosłownie wszystko, nas jednak najbardziej zainteresowały przedmioty służące do odprawiania tradycyjnych czarów i magii, takie jak zasuszone węże bądź jaszczurki, pazurki jakiś zwierzaków, pióra, jakieś naturalne medykamenty i afrodyzjaki.

                    Z Durbanu zrobiliśmy wycieczkę do Parku Narodowego Hluhluwe. Piękna sceneria, góry, doliny, rzeki, sporo zwierzaków, w tym białe nosorożce.

                    Bardzo ciekawa była także eskapada do małej enklawy leżącej na terenie RPA - oddzielnego kraju Lesotho.
                    Ubogie, malutkie królestwo leżące wysoko ponad 3 tys. m w malowniczych górach. Można tam jechać tylko samochodem 4x4, przekracza się oficjalną granicę państwową, a droga (a właściwie bezdroże ) jest takie, że zapiera dech w piersiach - ze strachu i z zachwytu nad mijanymi widokami!!!!

                    Byliśmy też w Zulu Safari Park, ale to już taka atrakcja robiona pod turystów, czego nie za bardzo lubię. Jest tam pseudo wieś zuluska, chaty z prymitywnym wyposażeniem, tańce, obrzędy, fotki z mieszkańcami w strojach tubylczych itp. Oprócz tego jest hodowla krokodyli, niestety na mięso i skóry, można kupić wyroby z tego zwierza i spróbować go w potrawce.....brrrrrr. Jest też małe ZOO wężowe.
                    Nic specjalnego, ale fantastyczne widoki na przepiękne Góry Smocze wznoszące się na ponad 3 tys. m

                    Z Durbanu wybraliśmy się na 4-dniową wycieczkę samolotową do Kapsztadu. I to były moje klimaty!!!!

                    Kapsztad leżący na granicy Oceanu Indyjskiego i Atlantyku, wspinający się znad morza na płaską Górę Stołową, z rozległym portem i mnóstwem zieleni jest niewątpliwie jednym z najpiękniejszych - jak dla mnie - miast.
                    Zaliczyliśmy oczywiście wjazd kolejką na tę malowniczą górę i podziwialiśmy z niej widok o zachodzie słońca.

                    Wybraliśmy się na Przylądek Dobrej Nadziei, gdzie mieliśmy spotkanie z całą bandą natarczywych pawianów
                    A to nie są te drobniutkie makaki, ale całkiem sporych rozmiarów małpiszony. Ja wiedziałam, że w tej okolicy jest ich wiele i wzięłam ze śniadania muffiny by je podkarmić. Gdy zobaczyliśmy w przydrożnych krzakach wielkie stado małp, kazałam mężowi się zatrzymać, otworzyłam okno i rzuciłam na pobocze kilka ciastek. W jednej sekundzie to całe towarzystwo ruszyło w naszym kierunku. Na czele biegł dorodny tatuś, a za nim kilkanaście większych i mniejszych potomków, z ciężarnymi mamusiami, bądź zwisającymi u cyca maleństwami - na końcu.
                    Dałam co miałam, a jak się skończyło rozwścieczony samiec złapał obiema łapami uchyloną szybę i o mało jej nie wyrwał!!! W ostatnim momencie zamknęłam szybę, trochę mu przyciskając paluchy z czarnymi pazurami.
                    Mąż był oczywiście wściekły, jak to chłop....

                    Odwiedziliśmy także okoliczne winnice, degustowaliśmy ich pyszne wina. Szczególnie podobało nam się w miejscowości Stelenbosh, która ze swymi żółciejącymi wzgórzami - bo to była ichnia jesień, choć nasz marzec - porośniętymi winnicami, okazałymi rezydencjami, probierniami win i białymi kościółkami bardziej przypominała francuskie rejony winne.

                    Reasumując - dla mnie RPA to taki mix Europy z domieszką egzotycznej Afryki. Spędziliśmy tam ponad dwa tygodnie i oprócz przygody z pawianami, nic nam się tam nie przytrafiło nieprzyjemnego.

                    Naprawdę warto się tam wybrać!

                    Komentarz


                    • #11
                      Fajny opis apisku, ja nie karmię małp, poza makakami choc i te mogą być agresywne i podrapać.

                      Komentarz


                      • #12
                        Apisku z nieba nam ( mi (tu) ) spadłaś,bo ja mam straszny mętlik w łowie,jeśli chodzi o ten kraj,a mianowicie,czy jechać indywidualnie czy mimo wszystko z BP - już tyle się nasłuchałam i pozytywnych i negatywnych opini,że jestem jak sinusoida raz na TAK ,a za chwilę na NIE
                        Proszę podpowiedż,bo nie ukrywam,że biorę RPA pod uwagę na jesień tego roku lub wiosnę przyszłego ,bo tak mogę jechać ze względu na obowiązki zawodowe
                        ojjjj....ciężka dola podróżnika
                        Wam zapewne ułatwienie stanowili znajomi "rdzennego" pochodzenia,ja takowych nie posiadam i muszę wybierać ,czy samemu coś organizować,czy zdać się na program BP

                        ps.za miesiąc będę na Maderze,więc Twoja relacja "robi" za przewodnik(tu)
                        ps.II a może p.Jarek skrobnie choć słówko i przybliży ten "dziki kraj"
                        ps.III Ryskka ja jestem otwarta na wszelkie propozycje,jedynie nie mogę zagwarantować na 100 % "stałości swojego zdania"

                        Komentarz


                        • #13
                          Dziewczyny ja tez chętnie do RPA juz raz prawie byłem ale w ostatniej chwili sie wycofaniem z biletów lotniczych ze względów bezpieczeństwa na miejscu. Wlasnie wczoraj tutaj w Beuenos rozmawiałem z Niemcami którzy byli w RPA i tez twierdza ze trzeba uważać. Mimo wszystko chętnie pojadę

                          Komentarz


                          • #14
                            Witam serdecznie i zapraszam na wycieczki mojej firmy i ja osobiscie jezdze.Prosze komunikowac sie via email jarekp@mweb.co.za lub via Skype jarekp44.Czekam i odpowiem na kazde pytania

                            Komentarz


                            • #15
                              Dzisiaj luknęłam do albumu ze zdjęciami ( takie się wtedy robiło ) i to był rok 2000, kiedy byliśmy w RPA.
                              Mąż po raz kolejny jechał służbowo na wykłady na uniwersytecie w Durbanie, to się z nim zabrałam. Więc tak do końca nie był to wyjazd indywidualny. Z wcześniejszych wizyt miał tam już sporo znajomych, więc oni zaproponowali pomoc w zorganizowaniu zwiedzania w wolnym czasie.

                              W Johanesburgu też towarzyszył nam inny męża znajomy, ale jak już wcześniej wspomniałam, to był najmniej ciekawy (jak dla mnie) etap podróży.

                              A później już wszędzie mi się podobało !!!!!

                              Fakt, że z tym bezpieczeństwem może być różnie. Akurat z dwa tygodnie przed naszym wyjazdem media podały, że zamordowano parę turystów. Babkę zgwałcono, a facet jak stanął w jej obronie został dźgnięty nożem, na końcu i ją zabito. Po tych wiadomościach rodzina wpadła w panikę i się na zawsze z nami żegnała.

                              No, ale takie wypadki zdarzają się wszędzie, z tym że pewno tam jest więcej takich możliwości.....

                              Chyba częste też są napady na sklepy, bo te z alkoholem, które najczęściej odwiedzaliśmy ze względu na zamiłowanie do wina, to całe były zakratowane, tylko małe okienko pozostawało na wydanie buteleczki.

                              Również osiedla mieszkaniowe, w których mieszkali biali, były dobrze strzeżone.
                              Nasi znajomi mieszkali na wzgórzach w pięknej rezydencjalnej okolicy w pobliżu uniwersytetu. Wjeżdżało się przez szlaban, po ulicach jeździło pełno ochroniarzy, każdy czarnoskóry, nawet jak był gościem, był dokładnie kontrolowany.
                              Bardzo przestrzegali, żeby nie korzystać z zatłoczonych miejskich autobusów.

                              No i oczywiście nie włóczyć się po mieście po zmroku. Przy czym my mieszkaliśmy przy nadmorskiej promenadzie, przy której na długości chyba z dwóch km znajdowało się pełno dobrych hoteli, więc kręciło się tam mnóstwo turystów. Władze lokalne zapewniały im maksimum bezpieczeństwa, więc co kawałek stali uzbrojeni .policjanci. Pierwszego dnia robiło to niezbyt miłe wrażenie, ale się szybko przyzwyczailiśmy.
                              W okolicy było mnóstwo restauracji, barów, knajpek tuż nad samym morzem, wśród kwiatów i zieleni. Ludzie - zarówno turyści, jak i miejscowi - spacerowali do późna w nocy. W tamtych okolicach rzadko się zdarzało, aby ktoś prosił o pieniądze.

                              Onaaaa, my z kolei za 1,5 miesiąca jedziemy na Seszele, więc i ja skorzystam - między innymi - z Twojej relacji.

                              Jakby ktoś miał pytanka, na które jestem w stanie odpowiedzieć - jestem do dyspozycji.

                              Większość z naszych znajomych durbańskich już tam nie mieszka. Powrócili do swych rodzimych krajów lub wyjechali do Australii. Właśnie ze względu na pogarszające się bezpieczeństwo. Więc może coś w tym jest?????

                              Komentarz

                              Trwa
                              X